Niewielu twórców może powiedzieć, że stworzyło gatunek. Jerzy Janicki może. Uważany jest za pioniera radiowej powieści rodzinnej w Europie - formy, która wyprzedziła telenowele o kilkadziesiąt lat. Przez dekady mieszkał na warszawskiej Sadybie, przy ulicy Zelwerowicza. Sąsiadowali z nim ludzie z tego samego świata sztuki, a ich wzajemne relacje kształtowały jego twórczość bardziej, niż można by się spodziewać.
Saga, która pobiła rekord świata
Sam mówił o sobie: „Uważałem radio za swoją pierwszą miłość. A słuchowisko radiowe to jest ten gatunek, który sobie szczególnie upodobałem." Nie były to słowa bez pokrycia.
W 1956 roku na antenie polskiego radia pojawiła się powieść radiowa „Matysiakowie" — wówczas ewenement w Europie. Janicki był jej animatorem i współtwórcą, a audycja emitowana jest nieprzerwanie co tydzień od 70 lat. Janicki wspominał w jednym z wywiadów radiowych, że redakcja „Księgi rekordów Guinnessa" sama napisała do twórców z pytaniem, czy to możliwe, by radiowa saga trwała tak długo.
Słuchacze traktowali bohaterów jak prawdziwych ludzi. Gdy Matysiak zakaszlał w którymś odcinku, natychmiast przychodziły listy z sokiem malinowym i radami, by nie brał aspiryny. Przez lata napłynęło ponad dwa miliony listów, nie licząc kartek i depesz. Efektem ubocznym tej miłości słuchaczy było coś zupełnie namacalnego — dziesięć lat po nadaniu pierwszego odcinka, na Saskiej Kępie przy ulicy Arabskiej 3, stanął Dom Rencisty imienia Józefa Matysiaka.
Serial, który oglądała połowa Polski, z małym wsparciem sąsiada, Waldemara Kazaneckiego
Janicki nie poprzestał na radiu. Uchodzi za twórcę polskiego serialu telewizyjnego i jednego z najwybitniejszych polskich scenarzystów. Pisał dużo, szybko i dobrze.
Był współtwórcą (scenarzystą) pierwszego polskiego serialu telewizyjnego ”Barbara i Jan”, który zadebiutował 5 stycznia 1965 roku. Serial kryminalno-obyczajowy był jednym z pierwszych w Polsce realizowanych w odcinkach z ciągłą fabułą, co wtedy było nowością w telewizji.
Janicki był autorem kilkudziesięciu słuchowisk i widowisk telewizyjnych. Napisał ponad trzydzieści scenariuszy filmowych, między innymi do „Przerwanego lotu", „Trzech kroków po ziemi" i „Tragarza puchu". Do historii telewizji przeszedł jednak przede wszystkim jako współtwórca „Domu" i „Polskich dróg".
Muzyka do pierwszych dwunastu odcinków „Domu" (1980-1987), w tym do głównego motywu, wyszła spod ręki Waldemara Kazaneckiego, sąsiada Janickiego z Sadyby. Serial, który miał swoją premierę 16 stycznia 1980, okazał się wielkim hitem. Emitowany w czterech seriach, w sumie w 25 odcinkach, był jednym z najdłużej emitowanych polskich seriali pod względem rozciągłości premier (20 lat – od 1980 do 2000). W szczytowym momencie - w latach 1980-1987 - oglądało go nawet 15 milionów widzów, co stanowiło niemal połowę populacji Polski (ok. 38 mln).
Po tym sukcesie, Jerzy Janicki i Waldemar Kazanecki współpracowali ze sobą jeszcze przy dwóch innych produkcjach: filmie „Chrześniak” (premiera kinowa 21 stycznia 1986) oraz serialu „Ballada o Januszku” (serial emitowany w latach 1987–1988, 12 odcinków). W każdym przypadku Janicki pełnił rolę scenarzysty, a Kazanecki kompozytora.
Waldemar Kazanecki mieszkał niedaleko Janickiego - na Koronowskiej, na starej Sadybie. Napisał muzykę do ponad pięciuset filmów i seriali, w tym między innymi do słynnych, nominowanych do Oscara „Nocy i Dni", ale też do „Czarnych chmur" i właśnie „Domu". Jego żona Grażyna Kazanecka wspominała w rozmowie z portalem Sadyba24, że kompozytor bardzo kochał Sadybę i swój dom, ale po osiedlu wiele nie spacerował. Nie wiadomo więc, czy panowie widywali się w okolicy, ale bezsprzecznie Janicki i Kazanecki byli sąsiadami i współpracownikami, a to rzadkie połączenie.
Bieszczady od drugiego sąsiada z Sadyby, Marka Sarta
Do Bieszczad Janicki trafił przez przyjaźń z innym sadybiańskim sąsiadem. Na wspólną wyprawę w okolice Cisnej namówił go Marek Sart - autor muzyki do filmu „Milion za Laurę”, do którego Janicki napisał scenariusz. W 1969 roku obaj rozbili tam namioty i tak zaczęła się wieloletnia miłość Janickiego do tych gór. Widoki bieszczadzkich pasm górskich ponoć natychmiast przypomniały Janickiemu Kresy Wschodnie – Gorgany i Czarną Horę – budząc nostalgię za utraconym Lwowem i Galicją.
Marek Sart (właściwie Jan Szczerbiński) mieszkał przy Woziwody 28 w latach 1961–1968. To właśnie tutaj, na tej ulicy, powstały jego największe przeboje: „Malowana lala" Karin Stanek, „Każda miłość jest pierwsza" Ireny Santor i „Wspomnienie" Czesława Niemena. Co więcej, ulica Woziwody zawdzięcza swoją nazwę właśnie jemu - w 1961 roku, gdy sprowadzał się do nowego domu, ulica nazywała się jeszcze Projektowana. Sart poskarżył się zaprzyjaźnionemu radnemu na trudności z pocztą, a ten przekonał komisję nazewnictwa, by przemianować ulicę na Woziwody - od popularnej piosenki kompozytora.
Janicki i Sart - poza wspólną wyprawą w Bieszczady - współpracowali też zawodowo. W 1963 roku Janicki wraz z Andrzejem Mularczykiem napisali scenariusz komedii „Liczę na wasze grzechy" pod wspólnym pseudonimem Andrzej Jurek. Muzykę do tego filmu skomponował właśnie Marek Sart. W 1971 roku Janicki i Sart znowu się spotkali, tym razem przy wspominanej komedii muzycznej „Milion za Laurę”. Film opowiadał m.in. o tym, jak zniszczona gitara, a w rzeczywistości arcydzieło rzemiosła lutniczego, wyceniane na ok. milion dolarów, przypadkowo trafia na festiwal w Bieszczadach.
Bieszczady zostały w Janickim na długo. Na początku lat dziewięćdziesiątych Janicki kupił posiadłość w Chmielu, w gminie Lutowiska, i uczynił z niej drugi dom. Tam pisał fragmenty scenariuszy, słuchał bieszczadników i przenosił ich opowieści na papier. W Zatwarnicy organizował coroczne przeglądy filmów o Bieszczadach z udziałem czołowych polskich aktorów i reżyserów. Gmina Lutowiska nadała mu tytuł Honorowego Obywatela.
Lwów jako obsesja i obowiązek
Sadyba była warszawskim domem Jerzego Janickiego, ale sercem słynny scenarzysta tkwił zawsze gdzie indziej. Mówił wprost: „Moją obsesją jest wojna. Straciłem dokładnie wszystko: rodzinę, dom, miasto. Są to rzeczy, które tak głęboko siedzą w pamięci, że nie sposób do dziś się z tym pogodzić."
Gdy cenzura zelżała, Janicki wrócił do Lwowa - nie fizycznie, lecz pisarsko. Wydał lwowską trylogię: „Cały Lwów na mój głów", „Towarzystwo weteranów... znam tych panów" i „A do Lwowa daleko aż strach". Były to książki, w których mieszały się gawęda, reportaż, felieton i anegdota. Czytelnicy pokochali je od razu. Jak powiedział o nim Andrzej Mularczyk: Janicki zbyt późno wrócił do swojej prawdziwej miłości, czyli Lwowa - choć w sam raz, by przywołać w swoich barwnych książkach ukochane miasto, jego typy ludzkie, kulturę i anegdoty.
Dziś przy skrzyżowaniu Czerniakowskiej i Ludnej w Warszawie stoi jego ławeczka - brązowa figura pisarza z psem i charakterystycznym gestem uniesionej ręki. Sadyba go pamięta. Polskie radio go pamięta. I „Matysiakowie" - choć sam ich autor odszedł osiemnaście lat temu - nadal trwają.
