Willa przy Morszyńskiej 33 od dziesięcioleci kojarzyła się mieszkańcom starej Sadyby z kameralną filią przychodni na Soczi – miejscem, gdzie zamiast bezosobowych korytarzy NFZ był przytulny, stary dom. Dziś furtka do przychodni jest zamknięta na stałe. Budynek, przekazany przez miasto dzielnicy, czeka na remont, który – jak się okazuje – wciąż nie ma ani harmonogramu, ani przetargu, ani nawet pewności, kto go przeprowadzi.
Jak przychodnia zniknęła z Sadyby
Sprawa ciągnie się od jesieni 2025 roku. Już w październiku dyrekcja Samodzielnego Zespołu Publicznych Zakładów Lecznictwa Otwartego Warszawa-Mokotów przyznawała, że budynek wymaga remontu generalnego – do wymiany miały pójść m.in. instalacja elektryczna i hydrauliczna, a przede wszystkim awaryjny piec centralny. Wtedy jeszcze mówiono o powrocie placówki po pracach.
Ostatecznie 8 października 2025 roku przychodnię zamknięto na stałe. Oficjalnym powodem był zły stan techniczny budynku i brak gwarancji bezpieczeństwa dla pacjentów – w piśmie do radnej dzielnicy Mokotów Zofii Jaworowskiej urzędnicy wymieniali m.in. spękane ściany, nieszczelny dach i zawilgocone pomieszczenia. Mieszkańcy Sadyby od początku byli podejrzliwi: pytali, czy atrakcyjna, willowa działka przy Morszyńskiej nie stanie się po prostu „łakomym kąskiem” dla innych interesów niż medyczne.
30 stycznia 2026 roku budynek formalnie zmienił właściciela – z SZPZLO Warszawa-Mokotów przeszedł na własność dzielnicy Mokotów. To miał być pierwszy krok do jego uratowania.
Co udało się zrobić przez pół roku? Niewiele
Redakcja Sadyba24 zapytała dzielnicę wprost, jakie działania podjął wobec budynku Zakład Gospodarowania Nieruchomościami (ZGN), któremu powierzono go do administrowania.
Czy ZGN zlecił już wycenę remontu całego budynku przy Morszyńskiej 33? Tomasz Keller, rzecznik prasowy dzielnicy Mokotów zaprzeczył: „Na obecnym etapie ZGN nie zlecił kompleksowej wyceny kosztów remontu budynku”. Zlecona została natomiast, jak dodaje, „wycena wymiany kotła, której koszt oszacowano na około 70 tys. zł” bo – jak przekonuje - to jest obecnie „najpilniejsza potrzeba techniczna związana z utrzymaniem budynku”.
Na remoncie pieca na razie kończą się jednak konkretne plany dzielnicy. Rzecznik zapewnia wprawdzie, że „zweryfikowano również, jakie prace należy wykonać”, nie podaje jednak ani ich zakresu, ani harmonogramu, ani informacji o planowanych przetargach na wykonanie.
Dzielnica przekonuje jednak, że nie próżnuje. „Na obecnym etapie prowadzone są więc działania związane przede wszystkim z zabezpieczeniem technicznego funkcjonowania nieruchomości, a sposób jej dalszego zagospodarowania pozostaje do rozstrzygnięcia” – twierdzi Keller.
O przyszłości budynku rzecznik mówi ogólnikowo. Przypomina, że „po przejęciu nieruchomości przez Dzielnicę planowane było przekazanie jej do ZGN w celu administrowania i zarządzania”. Jednym z rozważanych kierunków – jak zapewnia – „jest wykorzystanie budynku na potrzeby usług medycznych, a w przypadku braku zainteresowania – przeznaczenie go na inne rodzaje działalności”. „Ewentualne decyzje w tym zakresie będą wymagały odrębnego rozstrzygnięcia” – zaznacza.
Kto zapłaci za remont?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się kluczowa dla szybkiego powrotu byłej przychodni do użytku. Wcześniejsze wypowiedzi rzecznika dzielnicy sugerują, że remont miałby przeprowadzić na własny koszt przyszły najemca. W styczniu 2026 Tomasz Keller mówił naszej redakcji, że władze Mokotowa w pierwszej kolejności będą próbować wynająć lokal na usługi medyczne, a „w przypadku braku zainteresowania, w kolejnych postępowaniach na inne działalności”. Zapytany, kto poniesie koszty gruntownego remontu, zaznaczył wtedy, że w takich przypadkach „remont prawie zawsze leży po stronie przyszłego najemcy”.
Skoro remontem miałby zająć się przyszły najemca, nie dziwi, że ZGN na razie ograniczył się do wyceny wymiany kotła – najpilniejszej naprawy, bez której budynku nie da się w ogóle utrzymać. Cała reszta prac – wymiana instalacji, naprawa dachu, osuszenie zawilgoconych pomieszczeń – zostaje formalnie „do rozstrzygnięcia”, a nieformalnie: do rozwiązania być może przez kogoś innego niż sama dzielnica.
Problem w tym, że znalezienie najemcy gotowego wyłożyć własne pieniądze na duży remont zabytkowej willi i korzystać z niej przez kilka lat dzierżawy nie będzie proste. Od takiej wizji odstrasza m.in. przykład uczniowskiego klubu sportowego UKS Sadyba, który kilkaset metrów dalej przy Okrężnej wynajął od dzielnicy zrujnowaną halę sportową i do dziś, po dwóch latach od startu dzierżawy, boryka się ze znalezieniem sponsorów na wszystkie potrzebne naprawy i wymiany instalacji. Dużym utrudnieniem może być też fakt, że działka, na której z ajduje się budynek byłej przychodni, objęta jest planem miejscowym, który dopuszcza na niej wyłącznie usługi zdrowia lub usługi kultury.
W efekcie mieszkańcy starej Sadyby wciąż nie wiedzą, czy w miejscu, gdzie latami przyjmowali ich lekarze rodzinni, znów pojawi się przychodnia, czy budynek trafi w ręce najemcy z zupełnie inną ofertą. Na razie pewne jest jedno: willa przy Morszyńskiej 33 przez kolejne miesiące będzie stała pusta, a jej stan techniczny – jak przyznaje sama dzielnica – nie poprawia się.
