Stefan Maciąg, pseudonim „Kropidło”, ma dziś 95 lat. Jest jednym z niewielu żyjących, którzy walczyli w Powstaniu Warszawskim. Jak podaje dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski, na całym świecie takich jak on jest 229, w Polsce 196, poza granicami Polski 33, a w Warszawie – 124.
W ostatnich dniach mieszkaniec Sadyby dwukrotnie pojawił się publicznie z okazji rocznicy sierpniowego zrywu: najpierw na uroczystościach przy Muzeum Powstania Warszawskiego, potem w roli gościa honorowego na koncercie powstańczym Agi Zaryan w Parku Sowińskiego na Woli.
Amfiteatr na Woli, wieczór z piosenkami o Powstaniu
Wczoraj, w niedzielę 2 sierpnia, w amfiteatrze Parku Sowińskiego na Woli odbył się koncert wokalistki jazzowej Agi Zaryan, która przypomniała – z towarzyszeniem zespołu i orkiestry smyczkowej - swoją płytę „Umiera piękno” z piosenkami napisanymi do wierszy o Powstaniu Warszawskim. Wśród publiczności, w miejscach honorowych, zasiadło dwoje żyjących powstańców, wywoływanych ze sceny. Jednym z nich był Stefan Maciąg.
Kilka dni wcześniej, 30 lipca, pan Stefan uczestniczył również w oficjalnych uroczystościach państwowych w Parku Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego. W spotkaniu – obok 43 powstańców warszawskich - uczestniczyli m.in. prezydent RP Karol Nawrocki i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.
Trzynastolatek z Mokotowa
Kiedy 1 sierpnia 1944 roku wybuchło powstanie, Stefan Maciąg miał trzynaście lat. Przyjął pseudonim „Kropidło” (czerpiąc inspirację bezpośrednio z niezwyciężonego rycerza z lektury „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza) i razem ze starszym o dziesięć lat bratem Mieczysławem działał jako łącznik w V Obwodzie „Mokotów” Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej – w 5. Rejonie, batalionie „Oaza”, 8. kompanii Wojskowej Służby Ochrony Powstania.
Rodzina mieszkała wcześniej przy Marszałkowskiej 1, w mieszkaniu na szóstym piętrze ośmiopiętrowego budynku z dwiema klatkami schodowymi i trzema windami – miejscu, jak wspominał, dobrze nadającym się na punkt konspiracyjny, bo w razie obławy dawało możliwość ucieczki dwoma niezależnymi wyjściami. W przestronnym, stumetrowym salonie odbywały się potajemne koncerty – bywała tam między innymi przedwojenna pianistka Zofia Rabcewicz, która grała zakazanego wówczas Chopina.
Dwaj bracia przedostali się w sierpniu 1944 roku z Mokotowa Dolnego na Sadybę, gdzie mieszkała ich rodzina.
Sadyba – teren do utrzymania
Stefan Maciąg opisuje Sadybę jako otwarte pole uprawne, bez gęstej zabudowy, gdzie trudno było się ukryć. Jak wspomina w wywiadzie dla portalu Złota Scena, stał tam wówczas tylko jeden fort – nazywa go Czerniakowskim – wokół którego po 1920 roku powstało osiedle domów dla oficerów. Według jego relacji były to mieszkania przyznawane jako swego rodzaju nagroda żołnierzom, którzy walczyli z bolszewikami. To właśnie tam, jak mówi, mieszkała rodzina Maciągów.
Jak opowiada, zadaniem powstańców na Sadybie było utrzymanie tego terenu w swoich rękach, by uniemożliwić Niemcom swobodne poruszanie się po południu Warszawy. „Na Sadybie były oznaki powstania, tylko że miały zupełnie inny charakter” – wspominał po latach Stefan Maciąg. Sam podkreśla przy tym dysproporcję sił: „Oni jechali czołgami, a u nas co piąty miał pistolet.” Niemcy mieli o tym wiedzieć i nie traktować wtedy Sadyby jako zagrożenia.
Dla trzynastolatka to sierpniowe lato miało też inny wymiar, o czym mówi wprost: „Dla nastolatka, takiego jak ja, to były świetne wakacje. Cudowna pogoda, cieplutko, taka podbudowująca wolność. Wiadomo, że nasi rówieśnicy i starsi walczyli w Powstaniu. Widzieli swoje, ale tam nie mieliśmy tego namacalnego odczucia, co się działo np. w Śródmieściu. Nawet czołgu nie widziałem, bo zapewne Niemcy jechali inną trasą” – czytamy na portalu Złota Scena.
Tragedia w Pruszkowie
Po upadku powstania Maciągowie trafili, jak tysiące innych warszawiaków, do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd ludzi wywożono pociągami do obozów lub na przymusowe roboty. Stefana z transportu wyciągnęła ciotka, pracująca tam jako sanitariuszka – kazała mu udawać, że nie może chodzić, i przeprowadziła do innego budynku. Po brata Mieczysława wróciła za późno: trafił do transportu, a stamtąd do obozu koncentracyjnego w Mauthausen, gdzie zginął w komorze gazowej na kilka dni przed wyzwoleniem obozu przez wojska amerykańskie.
Sam Stefan zdołał uciec z Pruszkowa, ukryty pod plandeką wozu jednego z okolicznych rolników, którzy przywozili do obozu jedzenie. Trafił do stryja w Skarżysku, gdzie po pewnym czasie odnalazła go reszta rodziny – rodzice i siostra Danuta. Wcześniej, na wypadek rozdzielenia, ustalili sobie właśnie ten adres jako miejsce spotkania. Po przejściu frontu dotarli do Warszawy, zatrzymując się na Pradze.
Od scenografii filmowej do podziemnej „Solidarności”
Po wojnie Stefan Maciąg został artystą plastykiem i architektem. Projektował scenografię i wystrój wnętrz do spektakli teatralnych oraz filmów fabularnych, między innymi wielokrotnie nagradzanych na festiwalach filmowych „Iluminacji” Krzysztofa Zanussiego i „Poślizgu” Jana Łomnickiego z 1972 roku.
Kilkanaście lat później jego dom na Sadybie stał się miejscem zupełnie innej działalności. W latach osiemdziesiątych mieściła się tam konspiracyjna rozdzielnia wydawnictw drugiego obiegu – Maciąg przechowywał w domu magazyn materiałów poligraficznych i papieru, przez jego ręce przechodziły egzemplarze podziemnych pism, takich jak „Tygodnik Mazowsze”, „Robotnik” czy „KOS”. Przy dystrybucji Tygodnika Mazowsze współpracował m.in. z przyszłym znanym dziennikarzem Marcinem Mellerem, poznanym za pośrednictwem syna Maciąga, Pawła, studiującego wówczas z Mellerem na Uniwersytecie Warszawskim. Sam Maciąg wspominał też, że w tamtych latach przewoził w konspiracji innego znanego opozycjonistę i późniejszego ministra, Jacka Kuronia.
Strażnik Sadyby
Działalność społeczna Stefana Maciąga nie skończyła się na wydawnictwach drugiego obiegu. Był jednym z założycieli i prezesem Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasto Ogród Sadyba, organizacji zabiegającej o zachowanie charakteru tej części Mokotowa – z jej willową zabudową, zielenią i bliskością Wisły. W dyskusjach o zagospodarowaniu terenów wzdłuż Łachy Czerniakowskiej apelował między innymi o utworzenie dodatkowych miejskich kąpielisk poza Jeziorkiem Czerniakowskim oraz trasy spacerowej i rowerowej wzdłuż rzeki, łączącej Wilanów ze Starówką.
Dziś, mieszkający wciąż na Sadybie, Stefan Maciąg pozostaje jedną z niewielu żyjących osób, które pamiętają sierpień 1944 roku nie z opowieści, lecz z własnego doświadczenia. We wpisie na Facebooku z okazji jego niedawnych 95. urodzin prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski napisał wprost: „Bohater stolicy i wspaniały rozmówca. Przy każdym spotkaniu zagaduje mnie w sprawie Wisły i jej otoczenia, które są jego oczkiem w głowie, a także jazzu, którego obaj jesteśmy wielkimi fanami.”
O muzycznej pasji Maciąga przekonała się po niedzielnym koncercie także Aga Zaryan, gdy dowiedziała się, że siedzący wśród gości honorowych powstaniec jest wielbicielem jazzu. Zaproponowała mu wspólne muzykowanie – jak się okazało, nie musieliby daleko szukać okazji. Oboje mieszkają bowiem na tej samej, warszawskiej Sadybie.
