Fosa wyglądała kiedyś jak element krajobrazu wyjęty ze starych rycin - i nie jest to tylko metafora. Na fotografiach z lat trzydziestych XX wieku widać zbiornik pełen wody po same brzegi: lustrzana, nieruchoma tafla odbija domy Miasta-Ogrodu Sadyba i rzędy drzew w doskonałej symetrii. Na jednym ze zdjęć przy nabrzeżu cumuje mała żaglówka. Fosa była wtedy żywym elementem dzielnicy - szerokim, głębokim, użytkowanym.
Na zdjęciu z czerwca 2026 roku te same kaczki - kilkanaście sztuk - stoją i spacerują po odsłoniętym, czarnym mule. Woda skuliła się do wąskiego pasa w osi niecki, trzymając się już tylko najgłębszego punktu łuku. Brzegi są suche, a trzciny przy krawędzi stoją w błocie, nie w wodzie. To nie chwilowe wahnięcie związane z bezdeszczowym latem, lecz efekt wieloletniego, postępującego procesu, który w ostatnich latach wyraźnie przyspieszył. We wschodniej części fosy, okalającej Park Szczubełka, woda od strony ulicy Powsińskiej utrzymuje się już tylko w najgłębszym korycie niecki.
Susza, której nie widać
Problem Fosy Morszyńskiej nie jest odosobniony. Warszawa zmaga się z przewlekłą suszą hydrologiczną - zjawiskiem, które nie polega na dramatycznych suchych korytach widocznych znikąd, lecz na powolnym, systematycznym opadaniu poziomu wód gruntowych i powierzchniowych. IMGW notuje kolejne rekordy: latem 2025 roku Wisła przy Bulwarach osiągnęła poziom zaledwie 4 cm - absolutne minimum w historii pomiarów.
Symbolem warszawskiej suszy stało się Jeziorko Czerniakowskie - rezerwat przyrody leżący kilkaset metrów od fosy. Naukowcy z SGGW, prowadzący monitoring od 17 lat, alarmują: poziom wody w październiku 2025 roku wyniósł 80,43 m n.p.m., pobijając dotychczasowy rekord niżu z 2020 roku. W ciągu zaledwie roku - od wiosny 2025 do wiosny 2026 - zbiornik stracił kolejne pół metra. Dla porównania: w 2016 roku podobny spadek o 50 cm w ciągu roku był traktowany jako katastrofa. Teraz staje się normą.
Fosa Morszyńska, jako zbiornik płytszy i bez naturalnego zasilania rzecznego, reaguje na te zmiany jeszcze gwałtowniej. Obydwa akweny połączone są zresztą historycznym rowem melioracyjnym: gdy Jeziorko wysycha, fosa traci zaplecze wodne.
Pompy wypiły, co woda niosła
Dramatyczna wrażliwość fosy na zmiany poziomu wód gruntowych ujawniła się z całą mocą we wrześniu 2022 roku. Zarząd Zieleni Warszawy zlecił wtedy prace przy doprowadzeniu kanalizacji do nowego pawilonu na Skwerze Ormiańskim - na działce położonej między nitkami Wisłostrady. Roboty prowadzono sześć metrów pod ziemią, poniżej zwierciadła wód gruntowych, co wymagało ich odwodnienia. Przez wiele tygodni całą dobę pracowały pompy, wypompowując wodę gruntową.
Efekt był natychmiastowy i wstrząsający dla mieszkańców. W ciągu 10 dni woda w fosie obniżyła się o 20–30 cm. Gdzieniegdzie odsłoniło się dno. Rzęsa, która zwykle leżała na tafli wody, spoczęła na mulistym dnie. Nikodem Wołk Łaniewski z rady nadzorczej spółdzielni Sadyba opisywał sytuację na forum internetowym jako „sprawę podobną do tej sprzed 50 lat, gdy budowano kanalizację wzdłuż Powsińskiej przed budową Wisłostrady - wówczas niemal zniknęła fosa".
Zarząd Zieleni zapewniał, że woda wróci w ciągu 6–8 tygodni po zakończeniu robót. Zdaniem mieszkańców pobliskiego bloku oficerskiego, nie wróciła. Dwa miesiące po odłączeniu pomp poziom fosy wciąż był niższy niż przed interwencją. Woda ostatecznie powróciła, ale zajęło to jej wiele miesięcy.
Koncepcja z 2008 roku: techniczne rozwiązanie gotowe od lat
To, że fosa wysycha, nie jest niespodzianką dla tych, którzy od lat przyglądają się hydrologii Sadyby. Już w 2008 roku dwaj hydrolodzy związani z osiedlem - inż. Paweł Rusinowicz i inż. Maciej Grzybowski - opracowali na zlecenie Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego „Miasto-Ogród Sadyba" szczegółową koncepcję rewitalizacji fosy. Dokument liczący zaledwie sześć stron trafił do Wydziału Ochrony Środowiska dla Dzielnicy Mokotów.
Diagnoza autorów była precyzyjna. Wskazywali, że fosa - mająca w najgłębszych miejscach do 2,5 m głębokości i stanowiąca niegdyś naturalny biotop ptactwa wodnego i roślinności jeziornej - straciła wodę głównie wskutek opadającego poziomu wód gruntowych. W 2008 roku swobodne zwierciadło wody utrzymywało się jedynie na poziomie maksymalnie 50 cm nad dnem, i to tylko we wschodniej części fosy. Od tamtej pory sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu.
Rozwiązanie zaproponowane przez inżynierów zakładało odizolowanie niecki fosy od otaczającego gruntu przy pomocy geomembrany, a następnie stopniowe napełnianie jej wodą pompowaną z płytkiej warstwy wodonośnej, której poziom utrzymuje się generalnie zbliżony do rzędnej dna fosy (ok. 82,00–82,50 m n.p.m.). System miał być samoregulujący: pompy zatapialne tłoczyłyby wodę na filtr gruntowo-roślinny, a przefiltrowana i natleniona woda wracałaby do niecki. Nadmiar odpływałby istniejącym przelewem do zlewni Jeziorka Czerniakowskiego.
Wstępne koszty realizacji autorzy szacowali na 8–12 mln złotych, podzielonych na kilka etapów: od prac geodezyjno-dokumentacyjnych (ok. 300 tys. zł), przez wycinkę i usunięcie mułu (2,7 mln zł), aż po montaż geomembrany i system studni z pompami. Nie ukrywali przy tym, że szacunek obarczony był marginesem błędu rzędu 30 procent - z uwagi na specyfikę terenu, wymagającego m.in. rozminowania (fort i jego otoczenie skrywały przez dekady niewybuchy z 1939 i 1944 roku).
Koncepcja trafiła w instytucjonalną próżnię
Odpowiedź urzędników nadeszła dopiero w 2017 roku. Wydział Ochrony Środowiska dla Dzielnicy Mokotów poinformował wówczas autora koncepcji: „W chwili obecnej trwa proces restrukturyzacji zarządzania zagadnieniami związanymi z terenami zieleni i gospodarką wodną. Powołana nowa jednostka - Zarząd Zieleni m.st. Warszawy - będzie odpowiedzialna również za programowanie i projektowanie zadań związanych z rewitalizacją układu hydrograficznego." Koncepcja miała zostać przekazana nowej jednostce. Dziś już wiemy, że nie trafiła do adresatów. - W 2008 roku wydział ochrony środowiska w dzielnicy Mokotów nie przesłał załączonej koncepcji rewitalizacji Fosy Morszyńskiej na Sadybie do ZZW – potwierdza nam dziś rzecznik dzielnicy Mokotów, Tomasz Keller.
Mamy więc do czynienia ze scenariuszem, który mieszkańcy Warszawy znają dobrze: dokument techniczny, gotowy i przemyślany, gubi się w biegu między instytucjami podczas reorganizacji. Fosa tymczasem rok po roku traci wodę.
Osiem milionów za fosę, której nikt nie zna
Nawet gdyby koncepcja dotarła do właściwych rąk, nie ma gwarancji, że ktokolwiek zdecydowałby się ją sfinansować. Osiem do dwunastu milionów złotych - i to według cen z 2008 roku, z marginesem błędu rzędu 30 procent - to dla dzielnicy kwota, której nie da się obronić w zwykłym procesie budżetowym.
Jeden z urzędników, z którym rozmawialiśmy nieoficjalnie, powiedział wprost: „Nikt przy zdrowych zmysłach nie pójdzie z tym do radnych. Remont ulicy widać. Remont kamienicy czynszowej widać. Fosę widzi garstka mieszkańców Sadyby i kilkanaście kaczek."
Środki unijne? Te trafiają do projektów mierzalnych i spektakularnych — tramwajów, rewitalizacji placów, termomodernizacji szkół. Fosa przy Powsińskiej nie wpada łatwo w żadną z tych kategorii.
Wisła dla Jeziorka, a co dla fosy?
Ratowanie Jeziorka Czerniakowskiego stało się w ostatnich miesiącach jednym z gorętszych tematów mokotowskich. Na posiedzeniu miejskiego zespołu ds. Jeziorka w stołecznym ratuszu dr hab. Andrzej Mikulski, hydrobiolog z Uniwersytetu Warszawskiego, po raz pierwszy oficjalnie zaproponował zasilanie zbiornika wodą z Wisły - na wzór Jeziora Zdworskiego pod Płockiem, ratowanego w ten sposób od lat. Główna przeszkoda to niżówki: Wisła latem 2025 roku biła rekordy suszy (4 cm przy Bulwarach 2 września), więc pobieranie wody byłoby możliwe jedynie w czasie wyżówek. Eksperci nie wykluczają jednak, że i tak dawałoby to wystarczający zasób na cały rok.
Fosa Morszyńska wymaga mniejszych nakładów i innej logiki zasilania niż jeziorko, ale problem jest ten sam. O ile Jeziorko doczekało się już wieloletnich badań, monitoringu naukowego i coraz bardziej konkretnych dyskusji o przyszłości, o tyle fosa pozostaje poza głównym nurtem zainteresowania instytucji miejskich.
Drugie podejście - czy tym razem wyjdzie poza papier?
Pytania nasuwają się same. Czy koncepcja Rusinowicza i Grzybowskiego może być punktem wyjścia do realnych działań? Czy ZZW wróci do tego dokumentu? I czy wobec warszawskiej suszy znajdą się środki, by zatrzymać wypłycanie historycznej fosy?
Wszystkie te pytania zadaliśmy Zarządowi Zieleni. Odpowiedź, której udzieliła nam rzecznik prasowa ZZW Karolina Kwiecień-Łukaszewska, nie napawa optymizmem.
„Fosa Morszyńska powierzana została naszej jednostce w zarządzanie i administrowanie Zarządzeniami Prezydenta m.st. Warszawy nr 550/2018 z dnia 29 marca 2018 r. i nr 1783/2021 z 5 listopada 2021 r. Od tego czasu prowadzimy cykliczne prace utrzymaniowe zieleni oraz zbiornika wodnego po stronie wschodniej i zachodnie ul. Powsińskiej.”
„Naszym zdaniem stan Fosy Morszyńskiej uległ znaczącej poprawie w stosunku do 2008 r. Zmiany można prześledzić w Serwisie mapowym m.st. Warszawy.”
„Z czaszy zbiornika oraz z terenu zieleni w ramach prac porządkowych usunęliśmy zalegające odpady komunalne i gabarytowe. W ramach cyklicznych prac utrzymaniowych usunęliśmy z dna zbiornika część roślinności korzeniącej się w dnie a z wybranych odcinków namuł. W fosie pojawiła się woda, która utrzymuje się przez cały rok na powierzchni zbiornika przy ul. Morszyńskiej i na 80% powierzchni zbiornika przy ul. Okrężnej. Aby zachować ten stan co roku na jesieni prace są powtarzane i obejmują coraz większy obszar zbiornika. Ze względów przyrodniczych pozostawiamy wzdłuż brzegów roślinność stanowiącą miejsce schronienia i siedliska m.in. dla ptaków (gniazdowanie, wychów młodych) i bobrów. Zbiornik ten jest bowiem ostoją dla ptactwa wodnego oraz miejscem żerowania czapli siwej, którą spotkać można po stronie zachodniej Fosy.”
„Fosa Morszyńska zasilana jest opadami atmosferycznymi i wodami gruntowymi. Zbiornik ten nie ma zasilania zewnętrznego dlatego nie mamy wpływu na poziom wód w zbiorniku ani na wahania zwierciadła wody, bo są one skutkiem suszy hydrogeologicznej. Nie mamy w planach karczowania zieleni wysokiej ani niskiej ze skarp, nie planujemy pogłębiania ani przebudowy Fosy Morszyńskiej w oparciu o załączoną "Koncepcję rewitalizacji (...)" sporządzoną w październiku 2008 r.”
ZZW kwestionuje też wartość samej koncepcji z 2008 roku.
„Koncepcja ta nie jest poparta żadnymi badaniami, dokumentami, bilansami. Nie ma żadnych dokumentów potwierdzających, że zaproponowany pobór wód zapewni utrzymanie stałego poziomu wody w fosie. Nie ma także żadnego uzasadnienia, że wodami fosy można by zasilić jezioro Czerniakowskie. Tych wód byłoby za mało, tym bardziej, że kanał "W" w większości roku jest suchy.”
Zarząd Zieleni podkreśla, że proponowane rozwiązanie jest po prostu za drogie.
„Koszt zaproponowanych rozwiązań oszacowany został przez autorów opracowania w 2008 r. na co najmniej 8 - 12 mln zł. Jest to naszym zdaniem koszt niewspółmierny do planowanego osiągnięcia celu.”
ZZW wyjaśnia też swoją filozofię zarządzania zbiornikiem — i zaznacza granicę interwencji technicznej.
„Zwracamy uwagę, że fosa to ziemne urządzenie wodne. Poziom zwierciadła wody w fosach kształtuje zwierciadło wód podziemnych i przy sprzyjających warunkach poziom będzie wysoki a przy spadku zwierciadła wód niższy. Przy obecnych warunkach klimatycznych woda może także okresowo zaniknąć, z czym musimy się pogodzić.”
Stąd, przekonuje ZZW, nie ma mowy ani o uszczelnieniu czaszy, ani o budowie ujęć wód podziemnych.
„Nie zamierzamy jej uszczelniać ani budować ujęć wód podziemnych dla potrzeb zasilania zbiornika. Uzupełnianie wody w fosie nie może odbywać się kosztem wypompowywania jej z jednej warstwy wodonośnej aby wpompowywać do uszczelnionego zbiornika, bo takie działania skutkować mogą zubożeniem zasobów wodnych warstwy wodonośnej, z której woda jest pobierana.”
Autorski pomysł urzędników
Jest jednak pewien kierunek, który ZZW chce zbadać. Zarząd zauważa, że rozwiązanie może leżeć nie w głębi ziemi, lecz dosłownie nad głowami mieszkańców — w deszczu.
„Rozwiązania trzeba szukać w najbliższym otoczeniu tj. spróbować zatrzymać wody opadowe w miejscu ich powstawania oraz spróbować skierować cześć wód prowadzonych kanalizacją deszczową do fosy. Działania te wymagają współpracy jednostek odpowiedzialnych za gospodarkę wodną, dlatego w najbliższym czasie planujemy nawiązać współpracę z administratorami kanalizacji deszczowej. Jest to źródło gwarantujące wodę w okresie opadów.”
***
Fosa istnieje od ponad stu lat. Przeżyła dwie wojny, kilka restrukturyzacji zarządzania dzielnicą i jeden bardzo kosztowny odwiert przy Skwerze Ormiańskim. Teraz gubi się w niej coś, czego administracyjnie odtworzyć się nie da: woda.
Fosa Morszyńska w pytaniach i odpowiedziach
Dlaczego Fosa Morszyńska wysycha?
Fosa nie ma zewnętrznego zasilania - zależy wyłącznie od opadów i wód gruntowych, których poziom w Warszawie od lat systematycznie opada wskutek suszy hydrogeologicznej. Epizod z 2022 roku, gdy odwodnienie budowy przy Skwerze Ormiańskim obniżyło lustro wody w fosie o 20–30 cm w ciągu 10 dni, pokazuje, jak krucha jest jej równowaga hydrologiczna.
Co to jest koncepcja rewitalizacji z 2008 roku i dlaczego nie została wdrożona?
Hydrolodzy Rusinowicz i Grzybowski opracowali w 2008 roku plan uszczelnienia niecki geomembraną i zasilania jej wodą z płytkiej warstwy wodonośnej, wyceniony na 8–12 mln zł. Dokument trafił do Wydziału Ochrony Środowiska Dzielnicy Mokotów, skąd podczas reorganizacji nigdy nie dotarł do nowo powołanego Zarządu Zieleni - co potwierdził rzecznik dzielnicy Tomasz Keller.
Jakie jest stanowisko Zarządu Zieleni Warszawy wobec planów ratowania fosy?
ZZW nie planuje ani uszczelnienia niecki, ani budowy ujęć wód podziemnych, oceniając koncepcję z 2008 roku jako nieudokumentowaną i zbyt kosztowną. Jako jedyne realne działanie wskazuje próbę skierowania deszczówki z okolicznej kanalizacji burzowej do fosy - co wymaga jeszcze nawiązania współpracy z administratorami sieci.
