Jeziorko Czerniakowskie to jedyny w Polsce rezerwat przyrody oparty na jeziorze miejskim tej wielkości. Sześć lat temu, po tym jak Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Miasto Ogród Sadyba zebrało 7600 podpisów pod petycją o jego ratowanie, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski powołał specjalny zespół złożony ze społeczników, ekspertów i urzędników. Podczas ostatniego posiedzenia tego gremium ujawniono dane, które zmieniają całą dotychczasową dyskusję o przyszłości rezerwatu.
Roczny bilans: 200 tysięcy metrów sześciennych na minusie
Przez lata rozmów o ratowaniu Jeziorka Czerniakowskiego brakowało jednej rzeczy: twardych liczb. Na ostatnim spotkaniu w ratuszu nareszcie się pojawiły - i są niepokojące.
Dominik Babski, naczelnik wydziału ochrony środowiska w dzielnicy Mokotów, odwołując się do danych z wieloletnich badań, powiedział wprost: roczne straty wody w Jeziorku wynoszą około 200 tysięcy metrów sześciennych. To ogromna ilość - wynikająca z parowania, przesiąkania i odcięcia historycznych źródeł zasilania. Tymczasem, jak przyznał, jedyna koncepcja zasilania, którą miasto proceduje - oparta na zbieraniu wód opadowych z Łuku Siekierkowskiego i kierowaniu ich do zbiornika - przewiduje dostarczenie zaledwie 21 tysięcy metrów sześciennych rocznie. Czyli niespełna jednej dziesiątej tego, co Jeziorko traci.
- Jeżeli to jest dwieście tysięcy metrów sześciennych i jeżeli koncepcja przewiduje, że będziemy dostarczać wodę na poziomie dwudziestu jeden tysięcy - to my próbujemy wzmocnić jeziorko tylko w dziesięciu procentach - stwierdził naczelnik Babski.
Dr inż. Michał Wasilewicz, hydrolog z Katedry Hydrauliki, Inżynierii Wodnej i Sanitarnej SGGW, jeszcze precyzyjniej wyjaśnił ograniczenia tej koncepcji. Posłużył się metaforą: jeziorko to beczka z wodą, a system niecek i rowów odprowadzających deszczówkę z okolicznych osiedli to rynna z dachu. Można tę rynnę ulepszyć, zmienić sposób odprowadzania wody - ale od tego wody nie przybędzie.
- (Odprowadzając wodę z łąk Czerniakowa Południowego do Jeziorka) nie zwiększymy ilości wody, ponieważ (przy tej okazji) nie przyłączymy dodatkowych obszarów zasilania do tego zbiornika - powiedział Wasilewicz. - My tylko zmieniamy czas dopływu wody deszczowej, która spadnie do zbiornika. Trudno to nazywać koncepcją zasilania.
Wasilewicz i Babski byli zgodni: koncepcja Łuku Siekierkowskiego może być co najwyżej uzupełnieniem - nie rozwiązaniem. Tymczasem klimat zmienia się w kierunku coraz wyższych temperatur i większego parowania. Oznacza to, że deficyt wody będzie się pogłębiał niezależnie od tego, co zrobi miasto w obrębie istniejącej zlewni.
Wisła zamiast samego deszczu?
Jeśli woda z okolicznych osiedli nie wystarczy, skąd ją wziąć? Tu po raz pierwszy na forum oficjalnego spotkania w ratuszu padła propozycja, która przez lata była traktowana raczej jako fanaberia: zasilać Jeziorko Czerniakowskie wodą z Wisły.
Dr hab. Andrzej Mikulski, hydrobiolog z Uniwersytetu Warszawskiego, który od lat prowadzi społeczne badania wody w Jeziorku, wskazał wprost na przykład Jeziora Zdworskiego (15 km od Płocka) - zbiornika ratowanego właśnie rurociągiem doprowadzającym wodę z zewnątrz zlewni (przepompownię i kanał doprowadzający wodę widać na zdjęciu do artykułu).
- Skoro Jezioro Zdworskie, które nie jest specjalnie opakowane bogatymi gminami, może być zasilane rurociągiem za spore pieniądze, no to Warszawę też w gruncie rzeczy powinno być na to stać — przekonywał dr Mikulski.
Kluczowy problem z Wisłą to jednak niżówki - coraz częstsze i głębsze okresy, gdy poziom rzeki spada dramatycznie. W lecie 2025 roku seria rekordów padała niemal z dnia na dzień: 5 lipca poziom wody przy Bulwarach wynosił zaledwie 15 cm, 6 lipca – 13 cm, 25 sierpnia – 9 cm, a 29 sierpnia – już tylko 6 cm. Tak niski stan zmusił Elektrociepłownię Siekierki – zaopatrującą w ciepło ponad połowę warszawskich budynków i pobierającą wodę z Wisły do chłodzenia instalacji – do uruchomienia awaryjnej pompowni tymczasowej.
Zważywszy na niskie stany wody w Wiśle, dyrektorka Biura Ochrony Środowiska w stołecznym ratuszu, Dorota Jedynak, wyraziła zaniepokojenie samą ideą regulowania przepływów między rzeką a rezerwatem. Jednak gdy eksperci zaproponowali zasilanie wyłącznie w czasie tzw. wyżówek - czyli wezbrań, gdy wody w Wiśle jest za dużo - jej opór wyraźnie zmalał.
- Ja się strasznie obawiam naszego ludzkiego bawienia się w Boga i mówienia: „Ty masz za dużo, ty masz za mało, stąd wezmę, tu zabiorę”. (…) Natomiast konkluzja pod tytułem „wziąć w czasie wezbrań” brzmi dobrze - przyznała dyrektor Jedynak.
Dr hab. Piotr Sikorski z SGGW, ekolog miasta i zielonej infrastruktury, rozwinął ten pomysł. Przypomniał, że Jeziorko Czerniakowskie to starorzecze, a starorzecza naturalnie zasilane są właśnie podczas wezbrań Wisły.
- To było starorzecze, które było zasilane w czasie wezbrań, tylko postawiliśmy tamę - podsumował dr Sikorski. – Zróbmy więc coś, żeby tę tamę zmitygować. Połączmy to rurami.
Jako argument za tą inwestycją przedstawiciel SGGW przywołał analogię z Doliną Służewiecką: tamtejsze wysychające zbiorniki zostały połączone z lokalnym kanałem tak, by podczas wylewu woda dostawała się do nich i uzupełniała poziom. Efekt przyrodniczy był spektakularny - kiedy wróciła woda, wróciły też płazy, których nie było tam od kilkunastu lat.
Monika Wasilewska-Lech, kierownik Działy Rozwoju Wód w Zarządzie Zieleni Warszawy, zaproponowała też inne rozwiązanie, które padło podczas dyskusji: zmianę biegu wody w Kanale Siekierkowskim tak, by skierować go do Kanału Głównego A i w ten sposób zwiększyć zasilanie zbiornika bez sięgania po Wisłę. Ten wątek nie został na spotkaniu szczegółowo rozwinięty - eksperci przyznali, że wymaga oddzielnej, spokojnej rozmowy w gronie specjalistów.
Strefa szuwarowa bez wydeptanego brzegu. Pomysł na kładki
Brak wody to największe, ale nie jedyne zagrożenie dla rezerwatu. Drugie to presja człowieka - codzienna, trudna do ograniczenia, postępująca od lat.
Dr hab. Piotr Sikorski, który obserwuje Jeziorko Czerniakowskie od blisko dwudziestu lat, opisał problem precyzyjnie: istniejąca ścieżka wzdłuż brzegu jest bezpieczna - nie niszczy łąk. Problem leży w tym, co dzieje się między ścieżką a wodą. Roślinność szuwarowa rozciąga się na około 20 metrów od lustra wody. To tu ptaki składają lęgi: bąk, bączek, trzciniaki, trzcinniczki. I tu właśnie, bez żadnych ograniczeń, wchodzą ludzie z psami, płosząc ptaki.
Piotr Sikorski zaproponował rozwiązanie, które stosuje się w przyrodniczo cennych miejscach na całym świecie: budowę kładek i pomostów wyniesionych ponad grunt, połączonych z istniejącą ścieżką w taki sposób, żeby pieszy nie musiał stąpać po ziemi. Takie przejście – zdaniem eksperta - mogłoby prowadzić nawet nad samą wodą, dając odwiedzającym kontakt z Jeziorkiem bez ingerowania w najwrażliwszą strefę.
- Dziś dojście ludzi do wody jest nieograniczone. Pomosty są w zasadzie na trawniku i ludzie wchodzą po brzegu, który jest bardzo wrażliwy na deptanie. Tak znika roślinność szuwarowa. Niech pomost zostanie, ale niech będzie połączony z tą trasą w taki sposób, by nikt nie dotknął ziemi. I wtedy wszyscy są zadowoleni. Jest to możliwe technicznie — mówił dr Sikorski z SGGW, przywołując sukces Portu Żerańskiego, gdzie tarasy nad wodą zbudowane wbrew pierwotnym zakazom stały się lokalną atrakcją, a nie zagrożeniem dla przyrody.
Dyrektor Dorota Jedynak pozytywnie przyjęła ten kierunek myślenia. Zapowiedziała, że kolejne spotkanie zostanie poświęcone wyłącznie metodom udostępniania cennych przyrodniczo terenów — z konkretnymi przykładami z innych rezerwatów i zaproszeniem ekspertów, którzy wcześniej opowiadali o tych doświadczeniach w kontekście Skarpy Warszawskiej. Spotkanie ma odbyć się jeszcze w czerwcu.
Propozycja nowych inwestycji rekreacyjnych spotkała się jednak z poważnym zastrzeżeniem ze strony Biura Architektury i Planowania Przestrzennego. Naczelnik Agnieszka Kaczmarczyk poinformowała, że projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla Jeziorka Czerniakowskiego, który właśnie trafił do publicznego wglądu, jest wyjątkowo restrykcyjny pod tym względem.
Zgodnie z rekomendacjami Miejskiej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej, w której zasiadają architekci, urbaniści i specjaliści m.in. od środowiska, Biuro Architektury próbowało wprowadzić do planu nowe inwestycje. Miały one szerzej udostępnić te obszary dla ludzi i wytyczyć miejsca dla rozwoju usług sportu i rekreacji. W tym celu, jak tłumaczy Agnieszka Kaczmarczyk, Biuro trzykrotnie próbowało uzgodnić z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska (RDOŚ) zapisy dopuszczające nowe inwestycje na terenie rezerwatu. Za każdym razem RDOŚ odrzucał propozycje.
- Nie było absolutnie żadnych możliwości, aby uzgodnić nowe inwestycje. W związku z tym musieliśmy ten projekt zmodyfikować – przekonywała przedstawicielka Biura Architektury i Planowania Przestrzennego.
W ostatecznej wersji planu nie ma miejsca nie tylko na nowe pomosty czy ścieżki edukacyjne, ale nawet istniejąca ścieżka okrążająca jeziorko nie jest w nim formalnie dopuszczona.
Co więcej, stanowisko RDOŚ idzie dalej: część północna rezerwatu - biologicznie najcenniejsza, z najgęstszą strefą szuwarową - ma w myśl propozycji regulatora pozostać w stu procentach zielona, bez jakiejkolwiek infrastruktury dla ludzi. - Na dzień dzisiejszy tam nie ma żadnych możliwości inwestycyjnych poza tymi, które już istnieją - przyznała urzędniczka z Biura Architektury i Planowania Przestrzennego. Inwestycje nowe muszą być zgodne z planem miejscowym. A plan miejscowy ich nie przewiduje.
- Mamy różne doświadczenia z udostępnieniami – tłumaczył stanowisko swojego urzędu Arkadiusz Zakrzewski z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. - W zasadzie żadne rozwiązanie się do tej pory nie sprawdziło. Zawsze ludzie schodzili z wyznaczonych miejsc. Lasy miejskie na terenie Lasu Bielańskiego będą nawet stawiać płoty wzdłuż szlaków, żeby ludzie nie schodzili. Nie ma tu złotego środka – dodał.
Społecznicy i eksperci określili tę sytuację mianem „błędnego koła": w imię ochrony przyrody nie można eksperymentować z rozwiązaniami, które mogłyby tę przyrodę skuteczniej chronić.
Tablica na moście, QR kod w trzcinie
Mniejsze, ale szybsze do wdrożenia były propozycje dotyczące oznakowania. Przedstawicielka strony społecznej - Marta Przedpełska z zarządu Fundacji Zielona Mrówka - zwróciła uwagę, że obecne tablice w rezerwacie są kompletnie nieczytelne dla odwiedzających. Jej zdaniem nikt nie sprawdza szczegółowych regulaminów. Tymczasem ludzie wpływają łodziami i supami w chronioną północną część jeziorka, bo na moście, przez który przepływają, nie ma żadnego ostrzeżenia.
- Gdzie ja mogę wejść z psem, a gdzie ja mogę wpłynąć? To powinny być takie tablice, które mówią wprost: gdzie można, a gdzie nie można - przekonywała.
Anna Kucińska z Fundacji Żywe Stegny zwróciła uwagę, że strona społeczna zgłosiła już wcześniej projekt poprawy oznakowania w ramach budżetu obywatelskiego. Projekt przepadł. Uczestnicy spotkania zgodzili się jednak, że kwestia oznakowania wymaga oddzielnej rozmowy - co i jak ma być na tablicach, gdzie powinny stać, jak wiele ich powinno być.
Dr hab. Sikorski poszedł dalej i zamiast tradycyjnych tabliczek zaproponował system QR kodów przy wejściach do rezerwatu: przechodząc obok, człowiek słyszy przez telefon, że jest w miejscu, gdzie gnieżdżą się ptaki i nie powinien wypuszczać psa.
- Nie tabliczki, ale takie barkody. Ludzie sobie komórkę włączają i słyszą: „tutaj gdzie jesteś śpiewa czterdzieści ptaków. Nie wypuszczaj tu psa” - tłumaczył obrazowo.
Gatunki obce – na kolejne spotkanie
Uczestnicy spotkania uzgodnili, że program kolejnych posiedzeń zespołu jeziorkowego obejmie również trzecie, jeszcze nieomówione zagrożenie dla rezerwatu: inwazję gatunków obcych. Zarząd Zieleni Miejskiej, który sprawuje bezpośrednią opiekę nad rezerwatem, zasygnalizował, że plan ochrony jeziorka przewiduje w tej kwestii pewne nieoczywiste rozwiązania – na przykład nawłoć ma podlegać naturalnej sukcesji, a nie być tępiona. Szczegóły tego wątku mają być przedmiotem osobnych obrad.
Monika Wasilewska-Lech z Zarządu Zieleni Warszawy przedstawiła też dwa pomysły na poprawę jakości wody, wypróbowane już na innych warszawskich zbiornikach. Pierwszy to bioremediacja mikrobiologiczna – wprowadzanie do dna preparatów bakteryjnych, które rozkładają zalegający namuł. Metodę tę stosowano w Parku Skaryszewskim na Jeziorze Kamionkowskim, gdzie przyniosła wyraźną poprawę przejrzystości wody i jej natlenienia.
Drugi pomysł to napowietrzanie mikropęcherzykowe – system dozujący do wody duże ilości tlenu bez wzruszania dna. Zarząd Zieleni stosuje go już na Stawie Służewieckim, a na przejętym niedawno zbiorniku w Parku Krasińskim poziom natlenienia podwoił się w ciągu tygodnia (z sześciu do dwunastu miligramów tlenu na litr wody). Oba rozwiązania wymagają jednak najpierw uzyskania decyzji zwalniającej z zakazu prowadzenia działań w rezerwacie.
Społecznicy stawiają fundamentalne pytania
Dyrektorka biura ochrony środowiska w stołecznym ratuszu wyliczyła trzy kategorie zagrożeń dla Jeziorka Czerniakowskiego: brak wody, presja człowieka i gatunki inwazyjne. Jak wskazała, każde z nich wymaga innego podejścia i oddzielnej dyskusji.
Jedno łączy wszystkie trzy: czas. Ale ile go właściwie zostało – i czy w ogóle warto się spieszyć? Jeziorko Czerniakowskie to przecież starorzecze, a starorzecza mają naturalną tendencję do zanikania. Jerzy Piasecki, prezes Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasto Ogród Sadyba, które od 6 lat przewodzi stronie społecznej w spotkaniach z urzędnikami, postawił to prowokacyjne pytanie wprost na początku burzy mózgów:
- Czy rezerwat Jeziorko Czerniakowskie jest sens ratować jako starorzecze podlegające zanikowi? Czy istnieją metody, aby skutecznie przeciwdziałać tej degradacji?
Dr hab. Mikulski, hydrobiolog z Uniwersytetu Warszawskiego odpowiedział przewrotnie w sposób, który powinien skłonić urzędników do przyspieszenia decyzji:
- Dużo łatwiej jest utrzymać w dobrym stanie jezioro, które istnieje, niż odtworzyć jezioro, które już zniknęło. Jest to i tańsze, i skutki będą dużo lepsze.
Dyskusja publiczna o planie miejscowym Jeziorka Czerniakowskiego
Niezależnie od spotkań strategicznych w stołecznym ratuszu, trwają obecnie równie ważne konsultacje społeczne dotyczące planu miejscowego dla rejonu Jeziorka Czerniakowskiego. Dokument ten określi sposób zagospodarowania tego obszaru, a tym samym stworzy możliwości i ograniczenia dla przyszłych działań ratunkowych dla rezerwatu.
Projekt planu zostanie przedstawiony podczas dyskusji publicznej w Internecie w czwartek 28 maja o 17.00. Na YouTube będzie można oglądać spotkanie i dyskutować na czacie (okno YT). Aby zabrać głos w spotkaniu z fonią i wizją trzeba się zarejestrować na platformie ZOOM korzystając z tegolinku.
O formach składania uwag i o sposobach kontaktu z urzędnikami w sprawie planu można przeczytać na stronie miasta. Tam również znajduje się tekst i mapa projektowanego planu miejscowego.
Więcej o projekcie planu miejscowego w artykule: "Jeziorko Czerniakowskie dostaje plan miejscowy. Najcenniejsza część rezerwatu zyska pas dzikiej zieleni"
