Temat wrócił za sprawą jednej z naszych czytelniczek, pani Kai, która napisała do redakcji po tym, jak ona i jej znajomi zostali przepędzeni z plaży Jeziorka Czerniakowskiego przez pracownika OSiR. „Zrobiłam piknik ze znajomymi w tej części, gdzie jest znak »nie pływać«, poza tym głównym zejściem, a zostaliśmy bezpardonowo przepędzeni. Pracownik nie umiał podać przepisów, nie było żadnego oznaczenia, twierdził że dopiero takowe powstaną, a on musi gonić ludzi, bo tu chodzą jacyś radni czy politycy i robią filmy i jak zrozumiałam – na niego donoszą (?!)".
Czytelniczka zaznaczyła, że „psy (były) grzeczne, pod pełną kontrolą, zero śmieci". Wspomniała, że od lat chodzi w to miejsce i nawet w sezonie ratownicy w dalszej części plaży pozwalali siedzieć z psami. „A tu poza sezonem takie potraktowanie” – dziwi się pani Kaja, zaznaczając, że nie było żywego ducha nie było i nikomu nie przeszkadzała. „Czy to jest jakaś nowa strategia OSIRu?” – pyta.
Pytania mieszkańców
Zbulwersowanie pani Kai rozumie zapewne wielu właścicieli psów, którzy regularnie odwiedzają Jeziorko. Czytelniczka stawia bowiem pytania, które trudno zbagatelizować.
Po pierwsze: dlaczego nie można przebywać z psem na plaży skoro to jest teren rekreacyjny. Taki zakaz „ustalono za czasów, gdy wykluczanie ludzi z przestrzeni publicznej (w tym rekreacyjnej zarządzanej przez OSIR) za posiadanie psa było akceptowalne, a teraz nie jest.” – przekonuje czytelniczka.
Po drugie: dlaczego zakaz dotyczy psów, a nie ludzi, którzy realnie zanieczyszczają Jeziorko? „Nie widziałam żadnego psa, żeby robił kupę do wody, wyrzucał do niej butelki czy śmieci" – pisze pani Kaja. Za to ludzie „załatwiają się w krzakach przy brzegu" i wchodzą do wody bez możliwości umycia się, bo toalety są w opłakanym stanie, a pryszniców brak.
Po trzecie – i tu dotyka problemu, który dotyczy wszystkich bywalców: „pracownik sam przyznał, że po 19 w sezonie mogę sobie kankana na plaży tańczyć z psami i nic mu do tego" – co odsłania nie troskę o przyrodę, lecz uznaniowe i niekonsekwentne stosowanie przepisów, jeśli takie w ogóle istnieją.
Skąd w ogóle te zakazy?
Jeziorko Czerniakowskie to nie tylko popularne kąpielisko, ale przede wszystkim rezerwat przyrody powołany w 1987 roku, obejmujący ponad 47 hektarów, którego celem ochrony jest ekosystem starorzecza Wisły – cenny element środowiska przyrodniczego Warszawy. Szczegółowe zasady korzystania z terenu określa zarządzenie nr 9 Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska z dnia 8 maja 2012 roku w sprawie planu ochrony rezerwatu. To właśnie ten dokument dzieli teren na strefy i wskazuje, co gdzie wolno. Administratorem terenu jest OSiR Mokotów, który na tej podstawie wydał własny regulamin porządkowy.
Psy: tak, ale nie wszędzie
To właśnie kwestia psów wywołuje największe emocje. W północnej części rezerwatu, na nabrzeżu jeziorka, zakazane jest wyprowadzanie psów. Strefa dozwolona dla właścicieli czworonogów wypada znacznie dalej – w południowej części terenu, z dala od plaży i kąpieliska. Nawet pies prowadzony na smyczy, karny i niezałatwiający potrzeb fizjologicznych jest doskonale wyczuwany przez dzikie zwierzęta – co jest szczególnie niebezpieczne w okresie narodzin lub prowadzenia młodych przez matki. Taki argument podaje Zarząd Zieleni m.st. Warszawy, który jest współgospodarzem rezerwatu. Regulamin OSiR nakłada też obowiązek prowadzenia psów na smyczy, a w przypadku puszczenia psa luzem – założenia mu kagańca.
Problem polega na tym, że przez lata przepisy te nie były ani nagłaśniane, ani konsekwentnie egzekwowane. Nasza czytelniczka wskazuje też – i trudno jej odmówić racji – że pracownik, który ją wyprosił, nie oparł się wcale na mapce stref z planu ochrony, lecz tłumaczył się jakością wody i bliżej nieokreślonymi wytycznymi. Niekonsekwencja w stosowaniu przepisów jest osobnym problemem, który nie zwalnia jednak odwiedzających z ich znajomości.
Kąpiel: tylko w wyznaczonym miejscu
Jako rezerwat przyrody, Jeziorko objęte jest jednolitym katalogiem zakazów wynikającym z ustawy o ochronie przyrody z 2004 roku – w tym zakazem pływania z wyjątkiem miejsc udostępnionych do tego celu. Innymi słowy: kąpiel (ale też pływanie łódkami i innym sprzętem) jest dozwolona wyłącznie na wyznaczonym kąpielisku w południowej części zbiornika (do mostu), a nie w dowolnym miejscu brzegu. Tablice z zakazem pływania – jak ta, w pobliżu której piknikowała nasza czytelniczka – mają zatem swoje formalne uzasadnienie.
Wędkowanie: południe tak, północ nie
Podobna logika obowiązuje wędkarzy. Amatorski połów ryb jest dozwolony wyłącznie w części jeziorka położonej na południe od mostu w ciągu ul. Gołkowskiej. Ryby – z wyłączeniem szczupaka i sandacza – można łowić przez cały rok z brzegu, pomostów i łodzi bez silnika, ale nie wolno stosować zanęt ani przynęt z żywych lub martwych ryb. Fragment na północ od mostku nie został udostępniony ani do pływania, ani do połowu ryb. Do wędkowania wymagana jest karta wędkarska oraz zezwolenie Polskiego Związku Wędkarskiego.
Ognisko i grill: zakaz bezwzględny
Na terenie całego rezerwatu nie można palić ognisk, rozpalać grilla, zakłócać ciszy ani odławiać dziko żyjących zwierząt. Zakaz dotyczy całego obszaru rezerwatu, niezależnie od pory roku i miejsca. Wyznaczone miejsca do grillowania mieszczą się poza strefą ochronną, w pobliżu wejść na teren rekreacyjny.
***
Zasady nad Jeziorkiem istnieją od ponad dekady. Problem w tym, że przez lata były stosowane wybiórczo, oznaczenia w terenie bywają mało czytelne, a pracownicy OSiR ich nie znają lub nie potrafią wyjaśnić. Zbliżający się sezon z pewnością znów przyniesie zderzenie rekreacyjnych nawyków z literą prawa. Warto znać je zawczasu – nawet jeśli przepisy bywają niespójne, a ich egzekwowanie nierównomierne.
