Bernardo Roca-Rey Ross urodził się w Peru i od lat jeździ po świecie, żeby fotografować ginące gatunki – od kolibrów i papug ary w rodzinnym kraju, przez wilki i niedźwiedzie w Finlandii, po orangutany w Borneo i goryle w Rwandzie.
Na początku tego roku przeprowadził się z rodziną do Warszawy i zamieszkał na Sadybie. Jednym z pierwszych odkrytych tu miejsc było Jeziorko Czerniakowskie – najpierw jako punkt na spacery, z czasem coraz częściej z aparatem w ręku. W ciągu kilku miesięcy zaobserwował tam 82 gatunki ptaków, spotkał bobry i dziki.
Swoimi spostrzeżeniami z tej „małej oazy dzikiej przyrody w sercu Warszawy” podzielił się w tekście, który przesłał redakcji Sadyba24.pl. Do listu dołączył własne zdjęcia zrobione nad Jeziorkiem Czerniakowskim w ostatnim roku. List i zdjęcia publikujemy w całości poniżej – bo choć dla wielu mieszkańców Warszawy Jeziorko to wciąż przede wszystkim miejskie kąpielisko i plaża latem, fotograf, który widział niedźwiedzie w Finlandii i goryle w Rwandzie, patrzy na nie zupełnie inaczej – i potrafi w nim dostrzec oraz docenić to, obok czego na co dzień przechodzimy obojętnie.
Jeziorko Czerniakowskie: mała oaza dzikiej przyrody w sercu Warszawy
Kiedy na początku tego roku przeprowadziłem się do Polski, zdecydowaliśmy się z rodziną zamieszkać na Sadybie. Jednym z pierwszych miejsc, które tam odkryłem, było Jeziorko Czerniakowskie. Początkowo było to po prostu przyjemne miejsce na spacer. Później zacząłem zabierać ze sobą aparat.
Jestem Peruwiańczykiem i od wielu lat fotografuję dziką przyrodę. Wiele czasu spędziłem z aparatem, szukając zwierząt w miejscach znacznie bardziej odległych: w lasach tropikalnych, górach, afrykańskich sawannach i regionach arktycznych. Dlatego zaskoczyło mnie odkrycie, że kilka minut od domu mogę znaleźć coś, czego zwykle szukam setki lub tysiące kilometrów dalej: miejsce, w którym natura wciąż ma przestrzeń, by żyć własnym rytmem.
W ciągu zaledwie kilku miesięcy odwiedzania Jeziorka Czerniakowskiego udało mi się zaobserwować 82 różne gatunki ptaków i sfotografować wiele z nich. Nie jest to naukowa inwentaryzacja, lecz wynik moich własnych obserwacji, ale wiele mówi o tym, co można znaleźć w tym niewielkim zakątku Warszawy.
A ptaki to tylko część tej historii.
Jezioro, które jest czymś więcej niż jezioremi
Jeziorko Czerniakowskie nie jest typowym jeziorem. To dawne starorzecze Wisły — pozostałość po naturalnej dynamice rzeki i dawnych wezbraniach na jej terasie zalewowej. Przez długi czas wezbrania Wisły pomagały utrzymywać hydrologiczną łączność tego obszaru. Jednak przekształcenia rzeki, budowa wałów i inne prace regulacyjne, a także postępująca urbanizacja okolicy oraz zmiany w wodach podziemnych, głęboko zmieniły tę równowagę.
Dziś rezultat jest widoczny. Poziom wody w Jeziorku Czerniakowskim stopniowo się obniża, a przyszłość jeziora coraz bardziej niepokoi mieszkańców okolicy. Nie chodzi tu tylko o zachowanie pięknego krajobrazu. Postępujący ubytek wody oznacza również przemianę całego ekosystemu. Jest to szczególnie istotne, ponieważ miejsce to jest objęte ochroną jako rezerwat przyrody. Jak podkreślają władze Warszawy, jezioro i jego okolice są siedliskiem dziesiątek gatunków ptaków, z których wiele podlega ochronie, a także płazów, gadów, ryb, bezkręgowców oraz bogatej roślinności trzcinowisk i terenów podmokłych.
Wiosną jezioro zamienia się w salę koncertową
Dla mnie jednym z najbardziej niezwykłych momentów jest wiosna. Kiedy trzciny zaczynają rosnąć, a ptaki wędrowne wracają, jezioro całkowicie się zmienia. Nie trzeba ich nawet widzieć, żeby wiedzieć, że są tutaj. Jednym z głównych bohaterów jest trzciniak (Acrocephalus arundinaceus). Przez wiele tygodni trzcinowiska wypełniają się jego mocnym, szorstkim śpiewem. Poszczególne osobniki zdają się odpowiadać sobie nawzajem i w wiosenne poranki wokół jeziora rozbrzmiewa prawdziwy koncert. W tych samych trzcinach budują gniazda i wychowują młode.
Są też inne małe trzciniaki i pokrzewki, każdy z własnym repertuarem. Dla fotografa niektóre z nich bywają szczególnie frustrujące: można słuchać ich przez kilka minut, nie widząc ich ani razu wśród roślinności. A czasem, przy odrobinie szczęścia, uda się dostrzec sylwetkę, która szybko przelatuje i znika między trzcinami. Jest jeszcze wilga (Oriolus oriolus). Jej śpiew jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych dźwięków wiosny, ale znalezienie ptaka, który go wydaje, to zupełnie inna historia. Niezwykle łatwo usłyszeć wilgę i niezwykle trudno odnaleźć ją wśród liści. Miałem również szczęście spotkać bączka (Ixobrychus minutus), małą czaplę, która zdaje się być stworzona do znikania. Żyje wśród trzcin i potrafi pozostawać niemal niewidoczna, poruszając się między nimi. Nad wodą pojawia się także czasem zupełnie inna sylwetka: rybitwa rzeczna (Sterna hirundo), elegancka i lekka, która przelatuje nad jeziorem szybkimi lotami, po czym nurkuje do wody, by złapać rybę. To tylko kilka przykładów. W rzeczywistości najbardziej fascynująca w Jeziorku Czerniakowskim jest jego różnorodność.
Choć wielki spektakl ptaków osiąga swój szczyt wiosną i na początku lata, Jeziorko Czerniakowskie zmienia się wraz z porami roku i zawsze oferuje ciekawe spotkania. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, by odkryć, że życie jeziora wykracza daleko poza ptaki i ssaki. W cieplejszych miesiącach trzcinowiska i brzegi wypełniają się owadami i innymi stawonogami: motylami, ważkami i wieloma innymi małymi organizmami, które łatwo przeoczyć. Dla uważnego obserwatora nawet najmniejsze zakątki jeziora mogą odsłonić zaskakujące bogactwo.
A po ptakach przychodzą ssaki
Jednym z moich ulubionych spotkań było spotkanie z bobrem europejskim. Nad jeziorem żyje rodzina bobrów, a ich ślady można zauważyć wzdłuż brzegu. Bobry to znacznie więcej niż tylko ciekawe zwierzęta do fotografowania: są prawdziwymi inżynierami ekosystemu. Zmieniając środowisko i zatrzymując wodę, mogą bezpośrednio wpływać na strukturę i funkcjonowanie terenów podmokłych.
Co więcej, nawet służby administrujące rezerwatem uznają ich rolę w zatrzymywaniu wody w jeziorze. Choć ich działalność jest doskonale widoczna — wystarczy spojrzeć na ślady pozostawione przez ich ostre zęby na ogryzionych drzewach — niełatwo je znaleźć ze względu na ich głównie nocny tryb życia. Jednak dla tych, którzy są gotowi wcześnie wstać, nagroda może być ogromna: przy odrobinie szczęścia można zobaczyć je jeszcze aktywne, kończące swoją nocną egzystencję, tuż przed tym, jak znikną w roślinności i ustąpią miejsca budzącemu się miastu. Regularnie pojawiają się tu również dziki. Czasem pierwszym śladem ich obecności są tropy i inne oznaki, a innym razem można spotkać je wędrujące po okolicy.
To niezwykłe doświadczenie: spacerować po jednej z dzielnic Warszawy i nagle spotkać zwierzęta, które zwykle kojarzymy z miejscami znacznie bardziej oddalonymi od miasta. I właśnie to jest częścią uroku Jeziorka Czerniakowskiego.
Oaza natury
Być może ze względu na swoją historię postrzegam Jeziorko Czerniakowskie w szczególny sposób. Jestem przyzwyczajony do podróżowania w poszukiwaniu dzikiej przyrody. Spędziłem wiele godzin, czekając na zwierzęta w lasach, górach i na sawannach, często w miejscach, gdzie przez wiele kilometrów nie ma ani dróg, ani budynków. Tutaj nie potrzebuję samolotu, samochodu terenowego ani ekspedycji. Mogę wyjść z domu, dojść nad jezioro i czekać.
A kiedy czekam, słucham trzcin, obserwuję ptaki, wypatruję ruchu bobra wśród roślinności albo odkrywam ślady dzika. Dla mnie to mała oaza dzikiej przyrody w sercu Warszawy. Właśnie dlatego uważam, że jej przyszłość powinna nas obchodzić.
Co tracimy, jeśli jezioro zniknie?
Kiedy mówimy o jeziorze, które traci wodę, łatwo myśleć tylko o niebieskiej powierzchni widocznej z brzegu. Ale taki ekosystem to znacznie więcej niż woda. To trzcinowiska, w których gniazdują ptaki. Drzewa i krzewy, na których odpoczywają gatunki wędrowne. Owady i inne bezkręgowce, którymi żywią się ptaki. Ryby, płazy i gady. Bobry. Rośliny wodne. Miejsca, w których ptaki mogą zatrzymywać się podczas swoich migracji. A także przestrzeń zielona, która pozwala temu wszystkiemu istnieć w mieście, które wciąż się rozwija.
Problem jest szczególnie istotny teraz, gdy okolice Jeziorka Czerniakowskiego przechodzą znaczącą transformację urbanistyczną. Jednocześnie w 2026 roku trwają prace nad nowym planem miejscowym dla obszaru jeziora i jego otoczenia, którego celem jest określenie zasad jego ochrony oraz rozwoju tego terenu.
Nie sądzę, aby rozwiązaniem było zatrzymanie całego rozwoju Warszawy. Miasto musi się rozwijać, ale powinniśmy być bardzo uważni, których miejsc nie możemy w tym procesie utracić. Jeziorko Czerniakowskie powinno być jednym z nich.
Spojrzenie z Sadyby
Jako cudzoziemiec przyjechałem do Warszawy nie znając tak naprawdę tego miejsca. Jako fotograf dzikiej przyrody zacząłem patrzeć na nie innymi oczami. Im więcej czasu spędzam nad Jeziorkiem Czerniakowskim, tym bardziej oczywiste staje się dla mnie, że nie mamy do czynienia po prostu ze zwykłym jeziorem w mieście. Jest to niewielki fragmentem natury, która istniała, zanim miasto dotarło aż tutaj. Miejsce wykorzystywane przez ptaki podczas migracji. Miejsce, w którym wśród trzcin ptaki zakładają gniazda i wychowują młode. Miejsce, w którym wciąż żyją bobry i pojawiają się dziki. Miejsce, w którym — nawet otoczona jedną z europejskich stolic — dzika przyroda wciąż znajduje dla siebie przestrzeń.
Być może najlepszym sposobem ochrony ostatnich niewielkich przestrzeni dzikiej przyrody w naszych miastach jest przede wszystkim nauczyć się je dostrzegać. A Jeziorko Czerniakowskie zasługuje na to, by je dostrzec.
***
Dorobek fotograficzny Bernardo Roca-Rey Ross, poświęcony głównie fotografii dzikiej przyrody, można znaleźć na Instagramie (https://www.instagram.com/bernardorocarey/), Facebooku (https://www.facebook.com/rocareybernardo) oraz na stronie internetowej (www.bernardorocarey.com). Zdjęcia wybrane do ilustracji artykułu pochodzą znad Jeziorka Czerniakowskiego.
Uwaga: Artykuł został pierwotnie napisany w języku hiszpańskim, a następnie przetłumaczony na język polski.
