O sprawie poinformowała nas czytelniczka mieszkająca w pobliżu. Z jej relacji wynika, że pożar wybuchł w nocy z 22 na 23 lipca, a samochód płonął długo, zanim ogień ugasiła straż pożarna. Zapytaliśmy policję, co faktycznie wydarzyło się tej nocy.
Zgłoszenie o 2:05 w nocy
"Potwierdzamy, że 23 lipca br. o godz. 2:05 otrzymaliśmy zgłoszenie dotyczące pożaru zaparkowanego samochodu osobowego marki BMW przy ul. Waszkowskiego w Warszawie. Na miejsce skierowano patrol Policji oraz Państwową Straż Pożarną" – przekazała nam przedstawicielka mokotowskiej policji, aspirant sztabowa Marta Haberska.
Podała też wstępne ustalenia co do skutków i przyczyny pożaru: "Pożar został ugaszony przez strażaków. W wyniku zdarzenia spaleniu uległ pojazd, nie doszło do uszkodzenia innych samochodów ani osób. Policjanci wykonali na miejscu niezbędne czynności. Ze wstępnych informacji wynika, że pojazd uległ samozapłonowi".
Plotki sąsiadów, których nie potwierdzono
Wśród mieszkańców, jak to zwykle bywa po nietypowym zdarzeniu, krążą różne domysły na temat tego, kim mógł być właściciel spalonego auta. Część sąsiadów wskazuje na mieszkającego obok kierowcę taksówki, inni mówią o osobie zajmującej się nieformalnym handlem używanymi samochodami. W tle pojawia się też sam budynek, spod którego auto miało zniknąć, opisywany przez sąsiadów jako nielegalnie działający hostel. Żadnej z tych wersji nie udało nam się potwierdzić, a same relacje mieszkańców są ze sobą sprzeczne.
O charakter tej nieruchomości i dane właściciela samochodu zapytaliśmy również policję. Przedstawicielka mokotowskiej policji odcięła się jednak od tych spekulacji. "Policja nie udziela informacji dotyczących danych właściciela pojazdu ani nie odnosi się do niepotwierdzonych informacji dotyczących miejsca zamieszkania czy charakteru nieruchomości, o których mowa w pytaniu" – podała Oficer Prasowy Komendanta Rejonowego Policji Warszawa II.
Co dalej z wrakiem
Spalone BMW nie stało na Waszkowskiego długo – wrak odholowano już przed południem w piątek, 24 lipca, dzień po pożarze. Zniknęła więc najbardziej widoczna pamiątka po nocnym zdarzeniu, ale pytania sąsiadów o to, co właściwie się stało, wciąż pozostają bez odpowiedzi.
