Kto jedzie ulicą Powsińską w stronę Wisłostrady, raczej nie zerka w górę na balkony. A szkoda, bo na wysokości drugiego piętra, w narożniku budynku pod numerem 24, wisi balustrada, która wygląda, jakby ktoś ją wyrwał z rzeczywistości i pogiął jak papier. Nie jest zabytkiem, nie ma przy niej tabliczki, nikt jej specjalnie nie chroni. A mimo to przez blisko osiemdziesiąt lat oparła się wszystkim remontom - i oparła się także temu ostatniemu, z 2022 roku.
Balustrada, o której mało kto wie
Budynek przy Morszyńskiej 1, 3, 5, 7 i Powsińskiej 24 i 24a to tzw. blok oficerski - największy gmach osiedla Sadyba, wzniesionego w latach 20. XX wieku dla rodzin wojskowych na obrzeżach Fortu IX Czerniaków. Powstał w 1928 roku według projektu Aleksandra Więckowskiego, architekta, który dla wojska projektował też domy wczasowe i sanatoria. Mieszkali tu podoficerowie i oficerowie - wśród nich generałowie Kazimierz Fabrycy, Tadeusz Malinowski i Bronisław Regulski - a także cywile, urzędnicy, naukowcy, artyści.
Latem 2022 roku budynek przeszedł gruntowny remont elewacji zlecony przez Spółdzielnię Budowlano-Mieszkaniową „Sadyba”. Ekipa remontowa odnowiła wszystkie elewacje, poddasza i dachy w bloku. Odnowiła też wszystkie balkony. Wszystkie - poza jednym. Ten jeden, na drugim piętrze klatki przy Powsińskiej 24, został odmalowany i zabezpieczony, ale jego balustrada nie została wyprostowana. Zdecydował o tym zarząd spółdzielni, a poparła to właścicielka mieszkania.
– Balkon zostanie odnowiony, ale kształt pozostanie bez zmian, tzn. powyginany jak jest - zapowiadał kilka lat temu Michał Nowak z rady nadzorczej spółdzielni w rozmowie z portalem Sadyba24.pl.
– Jego naprawa technicznie byłaby wykonalna, ale jest on czymś tak charakterystycznym, że chcieliśmy, żeby został w obecnej postaci jako pamiątka po wojnie - tłumaczył Nikodem Wołk-Łaniewski, także z rady nadzorczej, w późniejszej wypowiedzi dla Gazety Wyborczej. Precyzował, że sam balkon zostanie odnowiony razem z resztą budynku, ale balustrada ma pozostać powyginana.
Bomba w narożniku
Żeby zrozumieć, dlaczego kawałek metalu wart jest takiej decyzji, trzeba cofnąć się do sierpnia i września 1944 roku. O sąsiadujący z blokiem fort toczyły się wtedy zacięte walki. Na początku Powstania fort był w rękach Niemców, ale 7 sierpnia zajęli go powstańcy i urządzili tam kwaterę dowództwa 5. Rejonu Obwodu Mokotów. 1 września Niemcy ruszyli do szturmu i zbombardowali fort - jedna z bomb przebiła strop kazamaty, w której zginęło 16 powstańców. Nazajutrz wieczorem Niemcy zajęli Sadybę.
1 września bomba trafiła również w południowo-zachodni róg pobliskiego bloku oficerskiego. Zniszczyła konstrukcję dachu, uszkodziła ściany i balkon narożnego mieszkania na drugim piętrze - tego samego, które dziś należy do rodziny Marii Mostowskiej.
– To pamiątka z Powstania Warszawskiego - wyjaśniła portalowi Sadyba24 Maria Mostowska. - W narożnik naszego bloku trafiła wtedy bomba, która mocno naruszyła i balkon, i ściany wewnątrz przyległego mieszkania. W wyniku uderzenia między ścianami powstały wielkie szpary, w które można było włożyć rękę.
W rozmowie z Gazetą Wyborczą pani Maria wspomniała później, że w chwili wybuchu nie było jej na Sadybie: – Nie było mnie wtedy tutaj. W czasie powstania pracowałam jako pielęgniarka w szpitalu na Woli. Kiedy z resztą mojej rodziny wróciłam tu po wojnie we wrześniu 1945 r., ściany w tym rogu były tak rozsunięte, że można było rękę włożyć. Do zamieszkania nadawała się wtedy tylko kuchnia i przylegający do niej mały pokoik.
Szyny z Wilanowa zamiast rozbiórki
Skala zniszczeń była na tyle duża, że sprawą zajęła się komisja budowlana. Pani Maria pamięta jej wizytę do dziś - tak ją opisywała:
– Przyszła z projektem rozbiórki całego narożnika, ale my ściągnęliśmy inżyniera, który zajmował się remontem mieszkań. Najpierw długo myślał, potem zszedł ze swoim pracownikiem na ulicę Powsińską, gdzie leżały strzępy szyn tramwajowych do Wilanowa, wyciął dwa kawałki i przy ich pomocy spiął rozchylone ściany.
Ściany udało się więc uratować prowizorką z odzysku. Z balkonem było trudniej. Komisja ustaliła, że balustrada osadzona jest na długich belkach, sięgających głęboko pod podłogę mieszkania - ich naruszenie mogło zachwiać całą, i tak już niepewną po wojnie, konstrukcją budynku.
– Powiedziano nam, że jeśli chcemy ten balkon naprawić, to trzeba go wyciągnąć z tymi belkami, a to znaczyło naruszenie podłogi. Ponieważ cała konstrukcja budynku po wojnie była niepewna, poradzono, żeby lepiej tego nie robić, a my się na to zgodziliśmy. Dlatego tyle czasu ten balkon tak wygląda i nie mamy o to pretensji - dodała Maria Mostowska z uśmiechem.
Dziś pani Maria ma 103 lata. Po wojnie ukończyła matematykę i przez wiele lat, aż do emerytury, pracowała w Bibliotece Instytutu Matematycznego Polskiej Akademii Nauk. Jej mężem był Andrzej Stanisław Mostowski, jeden z najwybitniejszych polskich matematyków, który pracował w Instytucie Badań Zaawansowanych w Princeton, wykładał na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley i w All Souls College w Oksfordzie. Kilka lat temu w uznaniu jego zasług dla polskiej matematyki, imieniem Andrzeja Mostowskiego nazwano ulicę na nowym osiedlu przy Sikorskiego.
Kolejny remont, ta sama decyzja
Przez blisko osiemdziesiąt lat blok oficerski przechodził już kolejne remonty, a balustrada za każdym razem zostawała nietknięta. Nie wszystkim fragmentom budynku aż tak dopisało szczęście - na klatce przy Morszyńskiej 5 bomba przebiła dach i strop, choć bez wybuchu, i po tych zniszczeniach dziś nie ma już śladu.
Sama pani Maria od dawna nie kryła, że zależy jej na zachowaniu balustrady w niezmienionym kształcie. – Chciałabym zachować barierkę na pamiątkę - zdradziła w wypowiedzi dla Sadyba24.pl. Gdy latem 2022 roku ruszył remont elewacji, jej życzenie spotkało się z akceptacją władz spółdzielni. Balkon wychodzący na ulicę Powsińską - a właściwie na przebiegającą pod nim Wisłostradę - jako jedyny w całym bloku nie wrócił do przedwojennej formy.
Warszawa traci ślady wojny
Takich pamiątek w stolicy ubywa z roku na rok. Ślady po kulach i odłamkach najczęściej znikają przy okazji zwykłych remontów elewacji, a tylko nieliczne przetrwały dzięki świadomej decyzji inwestorów lub służb konserwatorskich. Ponad tysiąc dziur po kulach zachowano na przykład na elewacji Zespołu Szkół Specjalnych nr 100 przy ul. Czarnieckiego na Żoliborzu, odnowionej w latach 2016-17. Pamiątki wojenne przetrwały też na murze arkadowym przed Domem Artysty Plastyka przy ul. Mazowieckiej, na elewacji dawnej Dyrekcji Kolei Państwowych przy Targowej czy na froncie kamienicy przy Smolnej. Najbardziej znanym przykładem pozostaje kamienica przy Wilczej 72, gdzie prywatny inwestor osłonił fragment fasady z postrzelinami pancerną szybą i podświetlił go.
Nie zawsze się to udaje. We wnętrzu kościoła Miłosierdzia Bożego i św. Faustyny przy Żytniej ślady pożaru i szczerby po pociskach otynkowano w 2003 roku mimo sprzeciwu artystów, architektów i konserwatora zabytków. Trzy lata później zatarto też opisywany w przewodnikach ślad po wybuchu bomby na murach obronnych Starego Miasta.
Na tym tle powyginana balustrada balkonu przy Powsińskiej 24 to drobny, ale wymowny wyjątek - jeden z niewielu, o który zabiegały zarówno spółdzielnia, jak i mieszkanka pamiętająca tamten sierpień. Kilka lat po remoncie elewacji przechodnie z Powsińskiej wciąż mogą podnieść głowę i zobaczyć na drugim piętrze kawałek metalu pogięty przez wojnę - o ile w ogóle go zauważą.





