W hali studyjnej przy Augustówki 3 narodziła się nowa polska stacja telewizyjna TVN. Stąd przez pierwsze lata istnienia stacji, a dokładnie między 3 października 1997 a 6 września 2004, realizowano główne wieczorne wydanie serwisu informacyjnego TVN „Fakty”. Tamtejsze studio telewizyjne działa do dziś, ale jego dni wydają się policzone.
Niewielu wie, że hala produkcyjna TVN, która miała działać tylko tymczasowo, na trzy lata, przetrwała tu nielegalnie przez kolejne 25 lat, wbrew planowi miejscowemu i ku zmorze mieszkańców Sadyby, którzy graniczyli z studiem.
Historia sporu o halę studyjną przy ulicy Augustówki 3 w Warszawie, graniczącej z ul. Ojcowską na Sadybie, to wieloletnia batalia prawna, która swój początek miała jeszcze w ubiegłym stuleciu. Cały proces pokazuje, jak trwałe potrafią być decyzje administracyjne, nawet jeśli po drodze zmieniają się właściciele gruntu i stan techniczny budynków.
Narodziny tymczasowej konstrukcji
Wszystko zaczęło się w marcu 1997 roku, kiedy ówczesne władze Warszawy wydały zgodę na budowę wolnostojącej hali przeznaczonej na studio telewizyjne, tuż za oknami mieszkańców ulicy Ojcowskiej na Sadybie.
„Z mokotowskiego wydziału architektury dostaliśmy zawiadomienie, że firma ITI chce uruchomić telewizję i wybudować przed naszymi oknami studio – wspomina Teresa Smus z ul. Ojcowskiej. „ITI wynajmowało już wtedy na biuro długi kilkupiętrowy budynek od ulicy Augustówki. Pierwotnie w tym budynku mieścił się hotel robotniczy dla pracowników elektrociepłowni. Między tym budynkiem a naszymi ogrodami, był trawnik, robotnicy grali sobie w piłkę, leżeli na trawie, obok rosły wysokie topole” – relacjonuje mieszkanka Sadyby.
Od samego początku dokumentacja była jasna: nie będzie to budynek stały, lecz konstrukcja tymczasowa. Na nic innego nie pozwalał obowiązujący wtedy w Warszawie miejscowy plan ogólny z 1992 roku. Nie pozwalał też wpis układu urbanistycznego starej Sadyby (wtedy zwanej Miastem Ogrodem Czerniaków) do rejestru zabytków.
Pozwolenie na budowę z 12 marca 1997 przewidywało, że hala będzie mogła być użytkowana przez najdłuższy możliwy okres trzech lat, po czym właściciel będzie musiał ją rozebrać na każde żądanie organów nadzoru. We wcześniejszej decyzji o warunkach zabudowy dodano również wymóg, że inwestycja „będzie całkowicie nieuciążliwa dla otoczenia, zarówno dla biur zlokalizowanych w budynku ul. Augustówka 3 jak i mieszkańców sąsiadujących posesji”
Już kilka miesięcy po wydaniu pozwolenia na budowę, we wrześniu tego samego roku, dopuszczono obiekt do użytku, ponownie przypominając o terminie końcowym przypadającym na marzec 2000 roku (dokładnie 12 marca 2000).
Pierwsze próby uregulowania statusu
Gdy termin ważności hali zaczął dobiegać końca, inwestor podjął próbę zmiany niekorzystnych zapisów. W lutym 2000 roku złożono wniosek o przedłużenie okresu użytkowania, jednak starania te zakończyły się niepowodzeniem. Pod koniec 2001 roku Wojewoda Mazowiecki ostatecznie odmówił zmiany terminu, co teoretycznie powinno oznaczać konieczność usunięcia budynku. Hala jednak stała dalej.
Kilka lat później, we wrześniu 2007 roku, nadzór budowlany na wniosek mieszkańców przeprowadził kontrolę, ale odmówił wydania nakazu rozbiórki pod kuriozalnym pretekstem. Uznał, że „obiekt jest w dobrym stanie technicznym, właściciel dokonuje rocznych i pięcioletnich przeglądów stanu technicznego, roboty konserwacyjno-naprawcze wykonywane są na bieżąco. Obiekt nadaje się do użytkowania zgodnie z przeznaczeniem.”. O upływie terminu użytkowania tymczasowej hali Powiatowy Inspektor Nadzory Budowlanego w Warszawie (a konkretnie działający w jego imieniu Kierownik II Oddziału Terenowego, Grzegorz Pawłowski) nie wspominał w uzasadnieniu ani słowem.
Pułapka prawna i walka o interpretację
Kolejny przełom nastąpił w latach 2011–2013, kiedy to organy nadzoru budowlanego wyższego szczebla dostrzegły błąd formalny w dokumentach sprzed lat. Uznały one, że o ile termin użytkowania hali w samym pozwoleniu na budowę był legalny, to powtarzanie go w późniejszym pozwoleniu na użytkowanie nie miało podstaw prawnych. W efekcie w 2013 roku unieważniono zapisy o terminach w dokumentach odbiorowych. Właściciele hali liczyli, że to otworzy drogę do uznania budynku za stały. Jednak w 2014 roku sąd administracyjny rozwiał te nadzieje, orzekając, że choć jeden dokument poprawiono, to pierwotne pozwolenie na budowę z 1997 roku i zawarty w nim obowiązek rozbiórki wciąż pozostają w mocy.
Próba ostatecznego zamknięcia przeszłości
Ostatni etap batalii rozpoczął się w 2022 roku. Spółka TVN, będąca już właścicielem gruntu pod halą, próbowała przekonać urzędy, że stare przepisy dotyczące hali wygasły, ponieważ zmieniły się okoliczności – firma nie jest już tylko dzierżawcą, lecz właścicielem nieruchomości, a nadzór budowlany przez lata nie żądał usunięcia budynku. Wojewoda Mazowiecki w czerwcu 2022 roku odmówił jednak uznania tych racji, a na początku 2023 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie podtrzymał tę decyzję. Sędziowie uznali, że nabycie prawa własności do ziemi nie kasuje automatycznie obowiązków budowlanych nałożonych dekady wcześniej.
Finał przed najwyższą instancją
Sprawa znalazła swój finał 23 października 2025 roku przed Naczelnym Sądem Administracyjnym. Sąd ten ostatecznie oddalił skargę kasacyjną spółki TVN, zamykając drogę do dalszych odwołań. W uzasadnieniu podkreślono, że hala studyjna, mimo upływu lat i zmiany statusu prawnego gruntu, w świetle prawa budowlanego wciąż pozostaje obiektem tymczasowym. Sąd wyjaśnił, że upływ czasu czy dobra kondycja budynku nie sprawiają, że stare zobowiązania znikają – jeśli właściciel chce, aby hala stała się obiektem stałym, musi przejść zupełnie inną procedurę, a nie próbować wymazać historię administracyjną budynku.
Mieszkańcy poczuli ulgę
Mieszkańcy ulicy Ojcowskiej nie kryją radości z powodu postanowienia NSA. Mają nadzieję, że wkrótce skończy się ich ponad 20-letnia udręka. „Jedno to złamanie prawa. Drugie to uciążliwości, które się z tym wiążą na co dzień – mówi Teresa Smus. I dodaje: „W tygodniu jest tutaj całodobowy ruch samochodów. Cały parking przed moimi oknami jest zastawiony samochodami, a brama stale otwiera się i zamyka. Do tego słyszę, jak po betonie wjeżdżają i wyjeżdżają kontenery ze śmieciami. Nie mogę przez to spać w nocy i nad ranem” – mówi mieszkanka ul. Ojcowskiej.
Mieszkańcy walczący o likwidację hali TVN przed swoimi oknami liczą, że skończy się też ich ciągła niepewność. „Przez cały czas żyjemy w niepewności, czy TVN jeszcze czegoś nie wymyśli. Drżymy, żebyśmy tylko nie przegapili jakiegoś terminu na odwołanie. Raz chcieli nadbudować piętro, innym razem postawić maszt telefoniczny, czy zamontować elektryczne ogrodzenie. Wbrew pisemnym zapewnieniom pana Waltera, stworzyli też pod naszymi oknami wybetonowany parking” – mówią mieszkańcy.
Udręczeni mieszkańcy ulicy Ojcowskiej cieszą się wreszcie, że wraz z ostateczną prawomocną decyzją NSA skończy się stałe śledzenie decyzji wielu urzędów. – Wojewoda mazowiecki wydał raz postanowienie, po czym inny urząd, powołując się na to postanowienie, wydał swoją decyzję. Nie sprawdził przy tym, że do tej pierwszej decyzji złożono odwołanie. Albo pewien urząd wydał decyzję po naszej myśli, aby zaraz potem wydać kolejną, całkowicie przeciwną. Był też przypadek, gdy w teczce sprawy w nadzorze budowlanym odkryliśmy niedatowane pismo, w którym dzielnicowy wydział architektury wzywa PINB, by ten wydał ITI nakaz rozbiórki hali. Pismo było już gotowe, miało pełną listę odbiorców do wiadomości, ale nigdy nie zostało wysłane. Takich dziwnych przypadków było w tej sprawie wiele” – mówią mieszkańcy Sadyby. „Każde urzędowe pismo wymagało kojarzenia zależności z wieloma innymi pismami i szybkiej reakcji. I tak przez ponad 25 lat” – dodają.
Czy to na pewno koniec?
Czy wyrok NSA faktycznie zamyka sprawę i trzeba tylko poczekać kilka tygodni, aż zostanie wyegzekwowany? Spytaliśmy kilka instytucji, które mogą w tym pomóc.
Wydział architektury na Mokotowie potwierdził nam póki co, że zapoznał się z treścią wyroku NSA. Od razu zaznacza jednak, że organem właściwym do prowadzenia postępowań w sprawach nadzoru budowlanego, w tym ewentualnego wydania nakazu rozbiórki, jest Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego. „Dzielnica nie posiada kompetencji do wydania takiej decyzji.” – mówi Tomasz Keller, rzecznik urzędu dzielnicy Mokotów.
Urzędnicy dają do zrozumienia, że choć sami decyzji wydać nie mogą, to mogą wystąpić do nadzoru budowlanego o wydanie nakazu rozbiórki. „Obecnie analizujemy skutki prawne rozstrzygnięcia NSA oraz zakres dalszych działań pozostających w kompetencjach organów administracji architektoniczno-budowlanej. Po zakończeniu analizy, w pierwszej połowie marca, będę mógł przekazać szczegółowe informacje dotyczące ewentualnych dalszych kroków Urzędu Dzielnicy.” – obiecuje rzecznik dzielnicy.
Te dalsze kroki nie muszą ograniczać się tylko do pisma do PINB o wyegzekwowanie wyroku. W tle toczy się bowiem jeszcze jedna bitwa - o wykreślenie nielegalnej hali TVN z projektu planu miejscowego dla Jeziorka Czerniakowskiego. Plan ten wchodzi w ostatnią fazę uzgodnień urzędowych, ale póki co traktuje halę jako obiekt stały i legalny. Skoro jednak hala jest nielegalna, urząd dzielnicy powinien zawnioskować o jej wykreślenie w swoich uwagach do planu.
O sprawę zapytaliśmy również nadzór budowlany. Chcieliśmy wiedzieć, czy otrzymał jakiekolwiek pismo z prośbą o wydanie nakazu rozbiórki (wiemy, że takie pismo wysłali mieszkańcy Ojcowskiej), a jeśli tak, to czy taka prośba jest wystarczająca, by wszcząć postępowanie. Mimo upływu tygodnia, odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
O komentarz poprosiliśmy wreszcie właściciela hali, TVN. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy telewizyjna spółka zamierza zastosować się do wyroku NSA sprzed czterech miesięcy i sama z siebie zlikwidować nielegalną halę. Tu również na moment opublikowania artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Jak widać wyrok NSA nie kończy jeszcze sprawy, bo różne instytucje wciąż analizują swoje kompetencje i możliwe działania wobec nielegalnej hali TVN, a żadna z nich — ani urząd dzielnicy, ani nadzór budowlany, ani właściciel obiektu — nie przedstawiła jeszcze jednoznacznych kroków.
