Historia tego jednego nośnika reklamowego nie jest wyjątkiem, lecz symbolem szerszego problemu. Procedury ciągną się latami, urzędy przerzucają się kompetencjami, a mieszkańcy pozostają bez realnego wpływu na to, co szpeci ich najbliższe otoczenie.
Billboard z Mokotowa: zgłoszony w 2021 roku, stoi do dziś
Chodzi o wielkoformatowy billboard przy ul. Powsińskiej, na rogu ul. Okrężnej, na prywatnej działce o numerze ewidencyjnym 336 (obręb 1-05-23). Sprawa zaczęła się w 2021 roku, gdy mieszkaniec Sadyby, pan Marek, zapytał mokotowski Wydział Architektury i Budownictwa, czy nośnik ma pozwolenie na budowę. Odpowiedź była jednoznaczna: pozwolenia nie ma.
W efekcie sprawę zgłoszono w 2021 do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego. I na tym etapie proces praktycznie zamarł z punktu widzenia mieszkańców. PINB prowadzi postępowanie, ale nie informuje o jego przebiegu osób, które nie mają statusu strony. Mieszkaniec, który złożył zawiadomienie, ani lokalny portal, nie mogą dowiedzieć się, czy zapadła jakakolwiek decyzja. Na naszą prośbę, pismo do PINB-u z prośbą o informacje, na jakim etapie jest postępowanie, wysłał również Wydział Architektury i Planowania Przestrzennego w dzielnicy Mokotów. Od sierpnia ubiegłego roku do dziś odpowiedzi nie otrzymaliśmy.
Kto i dlaczego na tym zarabia
Mechanizm jest prosty. Właściciel gruntu udostępnia działkę pod reklamę i co miesiąc inkasuje kilka tysięcy złotych. Firmy reklamowe biorą na siebie montaż, obsługę i ryzyko prawne. Nawet jeśli nośnik jest nielegalny, może stać latami, generując zysk.
Urzędnicy przyznają nieoficjalnie, że w dokumentach z końca lat 80. znaleziono ogólną zgodę na billboard w tej okolicy, ale nie wiadomo, czy dotyczy ona konkretnego obiektu i obecnej konstrukcji. To wystarcza, by sprawa ugrzęzła w analizach i pismach.
Procedury bez końca i brak realnej kontroli
Dzielnica Mokotów wystąpiła do PINB o informację na temat etapu postępowania. Odpowiedź nadal nie nadeszła. Sam nadzór budowlany nie podlega prezydentowi miasta, lecz administracji wojewody, co dodatkowo komplikuje egzekwowanie decyzji.
Efekt jest taki, że billboard uznany przez dzielnicę za samowolę budowlaną stoi nieprzerwanie od co najmniej czterech lat, a mieszkańcy nie mają narzędzi, by przyspieszyć sprawę.
Warszawa w pigułce: skala problemu jest znacznie większa
To, co dzieje się na Mokotowie, powtarza się w całej Warszawie. Aktywiści z inicjatywy Pogromcy Reklamozy sprawdzili 125 billboardów na Bemowie. Tylko dwa miały komplet wymaganych pozwoleń. Oznacza to, że 123 nośniki były najpewniej nielegalne lub niezgłoszone – i to w dzielnicy, która wcale nie wypadała najgorzej na tle innych.
Aktywiści zwracają uwagę, że nawet po usunięciu reklamy często w tym samym miejscu pojawia się nowa. Wtedy cała procedura zaczyna się od początku.
Dane ZDM: tysiące kontroli, setki reklam
Zarząd Dróg Miejskich pokazuje skalę problemu w liczbach. W samym 2022 roku przeprowadzono 16 723 kontrole w pasach drogowych. Ich efektem było usunięcie 613 nielegalnych reklam i 518 innych obiektów.
W lipcu 2023 roku ZDM przeprowadził 985 kontroli, z czego 778 dotyczyło reklam. Usunięto 44 reklamy i 27 innych nielegalnych obiektów, a wobec właścicieli wszczęto 120 postępowań administracyjnych. To pokazuje, że nawet intensywne działania nie nadążają za skalą zjawiska.
Jakie kary grożą za samowolę reklamową
Uznanie billboardu za samowolę budowlaną nie oznacza automatycznego i szybkiego zniknięcia reklamy. Wręcz przeciwnie – to często dopiero początek długiego procesu. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego może wszcząć postępowanie, którego celem jest albo legalizacja obiektu, albo nakaz jego rozbiórki.
W praktyce właściciel nośnika może próbować zalegalizować billboard, jeśli wykaże zgodność z przepisami. Jeśli to się nie uda, PINB wydaje decyzję o rozbiórce. Problem polega na tym, że od takich decyzji przysługują odwołania, a każda kolejna instancja wydłuża sprawę o miesiące, a często lata. Do momentu uprawomocnienia się decyzji billboard zazwyczaj nadal stoi i zarabia.
Dodatkowo kary finansowe za samą samowolę budowlaną w przypadku reklam nie są dotkliwe na tle zysków, jakie generuje wielkoformatowy nośnik. Dla firm reklamowych to często koszt wkalkulowany w działalność.
Jeśli reklama stoi w pasie drogowym bez zgody zarządcy drogi, w grę wchodzą przepisy ustawy o drogach publicznych. Wtedy kara wynosi dziesięciokrotność opłaty za zajęcie pasa drogowego. Przykładowo: za reklamę o powierzchni 5 m² wystawioną przez 30 dni kara może wynieść kilka tysięcy złotych. W skali miesięcznych przychodów z billboardu to często kwota niewystarczająca, by skutecznie odstraszać.
Co ma zmienić uchwała krajobrazowa
Miasto liczy, że przełom przyniesie nowa uchwała krajobrazowa. Ma ona przesunąć punkt ciężkości z długich sporów o legalność na jasne zasady i realne sankcje. Jej kluczowym założeniem jest ograniczenie liczby dopuszczalnych nośników oraz ich formatów w zależności od charakteru ulicy i dzielnicy. W wielu miejscach wielkoformatowe billboardy mają po prostu zniknąć z katalogu dozwolonych obiektów.
Najważniejszą zmianą będzie jednak wprowadzenie obowiązku dostosowania istniejących reklam do nowych przepisów w określonym czasie. Po upływie tego okresu nośniki niespełniające wymogów staną się nielegalne z mocy prawa, bez potrzeby udowadniania samowoli budowlanej w każdym pojedynczym przypadku.
Uchwała umożliwi także nakładanie administracyjnych kar pieniężnych za każdy dzień ekspozycji reklamy niezgodnej z przepisami. To zasadnicza różnica w porównaniu z obecnym systemem. Zamiast jednorazowej, relatywnie niskiej kary, właściciel billboardu ma ponosić koszty rosnące z każdym dniem zwłoki.
Miasto liczy, że taki mechanizm zmieni kalkulację ekonomiczną branży reklamowej. Billboard, który dziś opłaca się trzymać nawet przez kilka lat w trakcie postępowań, po wejściu w życie uchwały ma przestać być źródłem łatwego zysku. Dopiero wtedy – jak podkreślają urzędnicy i aktywiści – przestrzeń przyuliczna ma szansę faktycznie się oczyścić.
Już nie tylko deklaracje. Są konkretne terminy
Uchwała krajobrazowa, raz skutecznie zaskarżona przez wojewodę, wraca w nowej wersji. W odpowiedzi z 2 grudnia 2025 roku na interpelację radnego Wojciecha Zabłockiego władze Warszawy przedstawiły szczegółowy harmonogram prac nad tym dokumentem.
Projekt uchwały powstaje od sierpnia 2025 roku. Uzgodnienia i opinie zaplanowano od 14 stycznia do 27 lutego 2026 roku, konsultacje społeczne od 9 marca do 17 kwietnia 2026 roku, a przekazanie projektu Radzie m.st. Warszawy ma nastąpić 29 czerwca 2026 roku lub na pierwszej sesji po wakacjach. Wejście w życie uchwały przewidziano 90 dni po jej ogłoszeniu przez wojewodę.
Uchwała ma ograniczyć formaty reklam, uporządkować ich lokalizację i zmusić właścicieli do dostosowania istniejących nośników do nowych zasad. Pytanie pozostaje otwarte: czy tym razem przepisy naprawdę skrócą drogę od zgłoszenia do zniknięcia billboardu z ulicy.
Na razie billboard przy Powsińskiej wciąż stoi. I przypomina, że bez skutecznej egzekucji nawet najlepsze regulacje mogą pozostać tylko na papierze.
