Ponad 400 warszawiaków podpisało się dotąd pod internetową petycją w sprawie Jeziorka Czerniakowskiego. Autorzy apelu - stowarzyszenie Miasto Jest Nasze - proszą prezydenta Trzaskowskiego i stołecznych radnych o pieniądze: chcą, by ratusz sfinansował studium wykonalności, które wskaże, skąd wziąć wodę dla wysychającego jeziorka. Zmiany klimatu, sąsiadująca zabudowa deweloperska i presja, jaką na ekosystem wywiera duże miasto, sprawiły, że poziom wody w tym zbiorniku jest dziś najniższy, odkąd w ogóle zaczęto go mierzyć.
Czego się domaga Miasto Jest Nasze
Inicjatorem internetowej zbiórki podpisów jest klub radnych Miasto Jest Nasze, a twarzą akcji – Zofia Jaworowska, radna dzielnicy Mokotów, od kilku tygodni dodatkowo wiceprzewodnicząca największego ruchu miejskiego w stolicy.
Autorzy petycji nie proszą o gotowe rozwiązanie – proszą o pieniądze na to, by je w końcu wybrać. W treści apelu do Trzaskowskiego czytamy, że objętość jeziora w ciągu ostatnich stu lat zmniejszyła się niemal o połowę, a dotychczasowe działania miasta są dalece niewystarczające, by zatrzymać opadanie lustra wody.
Na stole leży kilka koncepcji, o których od lat dyskutuje miejski Zespół ds. Jeziorka Czerniakowskiego: rurociąg doprowadzający wodę z Wisły, odwrócenie Kanału Siekierkowskiego, wykorzystanie wód z drenażu terenu Elektrociepłowni Siekierki czy przerzut wód z Potoku Służewieckiego. Każdy z tych wariantów bywał już wspominany w dyskusjach o przyszłości rezerwatu, ale – jak podkreślają autorzy petycji – żaden nie doczekał się rzetelnej analizy technicznej i finansowej. Stąd konkretne żądanie: sfinansowanie studium wykonalności, które pozwoli porównać opcje i wskazać tę najlepszą.
Głos MJN nie jest odosobniony. Pod podobnymi postulatami podpisała się już cała Rada Dzielnicy Mokotów, przyjmując stanowisko apelujące do prezydenta o działania na rzecz doprowadzenia wody do Jeziorka. Do ratusza trafił też list Społecznego Zespołu ds. Jeziorka, pod którym podpisały się dziesiątki organizacji pozarządowych i naukowców. O obu inicjatywach – rady dzielnicy oraz społeczników i naukowców – pisaliśmy kilka dni temu. Internetowa petycja jest kolejnym, tym razem czysto obywatelskim, ogniwem tej presji.
Siedem lat rozmów, coraz mniej wody
W tle tej sprawy jest długa historia. Jak przypominają autorzy petycji, Zespół ds. Jeziorka działa od siedmiu lat, a mimo pracy naukowców i zaangażowania mieszkańców temat wciąż nie wyszedł poza etap koncepcyjny. Efekt jest taki, że miejscy urzędnicy sami przyznają – bez konkretnego kroku naprzód rezerwat czeka wyschnięcie.
To właśnie ten kontrast – między latami dyskusji a realnym stanem jeziora – najmocniej wybrzmiewa w apelu Zofii Jaworowskiej. Jak pisze na swoim Facebooku, alternatywą dla działania jest "szara naga jama, lej po bombie, pusty oczodół", na który miałyby patrzeć kolejne pokolenia warszawiaków, jeśli miasto nie zdecyduje się przeznaczyć środków na dalsze prace.
Co dalej
Petycję można podpisać online, na platformie actionnetwork.org. Swoim zasięgiem MJN chce dotrzeć nie tylko do prezydenta, ale i do radnych Warszawy, którzy ostatecznie decydują o budżecie miasta. Formalnie to właśnie decyzja o finansowaniu studium wykonalności miałaby być pierwszym namacalnym efektem zbiórki.