Sadyba od lat sąsiaduje z rezerwatem Jeziorka Czerniakowskiego, więc dzik na chodniku nikogo tu specjalnie nie dziwi. Niby jest to znana, oswojona uciążliwość – ktoś wspomni sąsiadowi przy śmietniku, ktoś zgłosi do straży miejskiej i sprawa się kończy. Ale najnowsze relacje, jakie napłynęły do redakcji, pokazują, że skala zdarzeń zaczyna przekraczać dotychczasową normę, a zwierzęta coraz śmielej wchodzą tam, gdzie do tej pory się nie zapuszczały.
Warchlaki tuż przy piaskownicy
Najpoważniejszy z opisanych przypadków dotyczy Parku Szczubełka. Jak relacjonuje w liście do redakcji mieszkanka Sadyby pani Małgorzata, w sobotę 5 września bawiła się tam z dzieckiem, gdy nagle na spacerowej alejce „zaskoczyło nas stado co najmniej 20 dzików z warchlakami”. W parku byli w tym momencie inni rodzice z dziećmi oraz starsi mieszkańcy wyprowadzający psy.
Jak zaznacza autorka, zwierzęta bywały w tej okolicy już wcześniej – tym razem jednak zjawiły się w największej dotąd liczbie. Plac zabaw w parku wciąż nie jest zamykany, więc – jak pisze pani Małgorzata – dziki „mogą z łatwością wejść na jego teren”. Zwraca też uwagę, że samo wejście na plac zabaw „nie jest wyposażone w zamykane bramki, aby skutecznie chronić bawiące się tam dzieci”. Do listu dołączyła nagranie ze zdarzenia, licząc, że pomoże ono „w nagłośnieniu problemu, zanim dojdzie do nieszczęścia”.
Ogród jak po przejściu buldożera
Drugie zgłoszenie, od pana Jakuba, dotyczy posesji przy ul. Okrężnej. Jak opisuje mieszkaniec, przez dziurę w płocie do jego ogrodu „wdarło się całe stado dzików”, które „przeorały cały trawnik”. Do listu dołączone zostały zdjęcia zniszczeń.
Nasz czytelnik opisuje też, z czym mierzą się mieszkańcy, gdy próbują interweniować przez oficjalne kanały. Jak relacjonuje, straż miejska „powiedziała że nic z tym nie zrobią i skierowali mnie do miejskich myśliwych”. Ci mieli przyjąć zgłoszenie i zapowiedzieć przyjazd, ale – jak podsumowuje autor listu – „tutaj bez niespodzianek, nikt się nie zjawił”. Dla czytelnika to kolejny dowód na bezczynność służb wobec problemu, który – jak pisze – „już naprawdę wymyka się spod kontroli”.
Prezydent: przy przedszkolach i placach zabaw będziemy działać zdecydowanie
Sprawa nabrała nowego kontekstu po karambolu w poniedziałek, 7 września, na warszawskiej Południowej Obwodnicy, gdzie na wawerskim odcinku S2 pięć samochodów zderzyło się, bo kierowcy hamowali przed stadem dzików przechodzącym przez jezdnię. Nikt nie odniósł poważnych obrażeń, ale zdarzenie odbiło się szerokim echem.
Do tematu odniósł się w poniedziałek 10 września na swoim kanale na YouTube prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Podał, że według ostatniej inwentaryzacji w stolicy żyje co najmniej trzy tysiące dzików, a w ubiegłym roku do ratusza wpłynęło blisko dziewięć tysięcy zgłoszeń dotyczących tych zwierząt, w tym 121 związanych z atakami na ludzi. Od początku tego roku łowczy miejscy interweniowali już około tysiąca czterystu razy.
Trzaskowski zapowiedział, że tam, gdzie dziki pojawiają się blisko przedszkoli i placów zabaw, miasto będzie reagować zdecydowanie, łącznie z odstrzałem zwierząt stwarzających zagrożenie. - Kiedy dzik pojawia się przy przedszkolu, na placu zabaw czy na ruchliwej ulicy, miasto musi reagować. I reaguje – z bólem, bo powiem to wprost: uśmiercanie zwierząt nie jest dla mnie ani łatwe, ani komfortowe - powiedział Trzaskowski.
Zastrzegł przy tym, że w zdecydowanej większości przypadków – jak mówił, w 98 procentach – miasto najpierw stara się dziki płoszyć, a do uśmiercania sięga tylko wtedy, gdy uzna to za konieczne. Wyjaśnił też, dlaczego zwierząt nie można po prostu wywozić poza miasto – zabraniają tego unijne przepisy dotyczące afrykańskiego pomoru świń – oraz że nie istnieje dopuszczony do stosowania środek antykoncepcyjny dla dzików. Zapowiedział jednocześnie powołanie grupy roboczej, która ma przygotować propozycje zmian w przepisach, dających samorządom realne narzędzia do walki z populacją dzików.
Kto odpowiada za przeorany trawnik
Dla mieszkańców Sadyby te zapowiedzi to na razie odległa perspektywa, a nie odpowiedź na to, co dzieje się dziś na ich ulicach. Zgodnie z Prawem łowieckim koła łowieckie wypłacają odszkodowania za szkody wyrządzone przez dziki w uprawach i płodach rolnych – nie za straty na prywatnych działkach w mieście. W takich przypadkach odpowiedzialność przechodzi na Skarb Państwa, ale na zasadach ogólnych kodeksu cywilnego: żeby uzyskać odszkodowanie, trzeba wykazać, że do szkody doszło wskutek bezprawnego działania lub zaniechania organów władzy publicznej. W praktyce oznacza to długą i niepewną drogę, przez co właściciele takich ogrodów jak ten przy ul. Okrężnej często zostają ze zniszczeniami sami.
Zapowiedź prezydenta może więc realnie dotyczyć jedynie takiego miejsca jak Park Szczubełka – tam, gdzie dziki podchodzą pod plac zabaw, miasto deklaruje teraz zdecydowaną reakcję. Nie rozwiązuje to jednak innego problemu, na który wskazuje mieszkanka Sadyby: braku zamykanej bramki, która ograniczyłaby zwierzętom dostęp do samego placu zabaw.