Kolejka, którą Warszawiacy jeździli na wycieczki do Wilanowa jeszcze konno ciągniętymi wagonikami, zniknęła z mapy miasta w 1971 roku. Po niemal siedmiu kilometrach torów, kilkunastu przystankach i osiemdziesięciu latach historii zostały dziś w zasadzie trzy ślady: budynek stacji w Wilanowie, budynek dworca w Klarysewie i stojący na Sadybie, u zbiegu Okrężnej i Powsińskiej, pomnik lokomotywy. Otwarcie pierwszego z nich to okazja, żeby przypomnieć historię całej trasy, a także zapytać, jak się mają pozostałe dwa ślady.
Stacja po latach zapomnienia
Do zabytkowego budynku dawnej Stacji Kolei Wilanowskiej przy ul. Kostki Potockiego 31 mieszkańcy będą mogli wejść w sobotę, 12 września, w ramach Dni Wilanowa. Od godziny 12.00 budynek stacji będzie można zwiedzać z przewodnikiem – oprowadzanie ruszy co pół godziny, poczynając od południa. Przewodnicy opowiedzą o historii budynku i jego znaczeniu dla rozwoju Wilanowa.
Wieczorem, o godzinie 19.00, w sąsiedztwie stacji zabrzmi muzyka filmowa Ennia Morricone w wykonaniu Orkiestry Kameralnej Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Jana Lewtaka oraz chóru Alla Polacca. Dzień zwieńczy o godzinie 20.00 multimedialna iluminacja budynku stacji. Wstęp na wszystkie wydarzenia jest wolny. Tego dnia w budynku Stacji Wilanów otworzy się także Stacja Wilanów Cafe i filia wilanowskiego domu kultury.
Przypominamy, że równolegle do tych wydarzeń w Wilanowie trwać będzie festiwal Babie Lato na Sadybie.
Jak dżentelmeni wymyślili kolejkę do Wilanowa
Historię kolejki wilanowskiej, na łamach naszego portalu, opisał niegdyś Tomasz Trepka, mieszkaniec Sadyby i pomysłodawca postawienia na osiedlu pomnika lokomotywy. Wszystko zaczęło się w połowie 1890 roku, kiedy spotkali się trzej warszawscy dżentelmeni: Wiktor Magnus, właściciel Dolnego Mokotowa, inżynier Henryk Huss oraz Jan Keller, dzierżawca podmiejskiej restauracji „Promenada”. To Keller wpadł na pomysł, by gości do swojego lokalu dowozić wąskotorowym tramwajem konnym – dotąd jeździły tam wyłącznie dorożki.
Magnus, syn kompozytora i wydawcy Karola Ludwika Magnusa, poparł projekt z entuzjazmem – widział w nim szansę na rozwój Mokotowa, który marzył o włączeniu do Warszawy. Wiosną 1891 roku on i Huss założyli spółkę, a już w kwietniu ruszyły roboty ziemne wzdłuż dzisiejszej Belwederskiej. Prasa opisywała wtedy „setki robotników” pracujących jednocześnie na całej trasie. Pierwszy odcinek, do Czerniakowa, gotowy był w maju 1891 roku, a 16 maja o godzinie 19-tej wyruszył nim pierwszy pociąg konny. Prace nad dalszym odcinkiem, prowadzącym przez okolice dzisiejszej Okrężnej do Wilanowa, przerwała zima – dokończono je wiosną kolejnego roku.
Uroczyste otwarcie całej, blisko siedmiokilometrowej trasy odbyło się 5 maja 1892 roku przy moście łączącym pola czerniakowskie z wilanowskimi. Linię poświęcił ksiądz rektor Zygmunt Chełmicki, a już w pierwszym roku działania kolejka przewiozła 120 tysięcy pasażerów. Zysk okazał się na tyle duży, że w warszawskim światku finansowym, jak pisze Trepka, zawrzało, a niedzielne wycieczki kolejką do Wilanowa stały się równie modne, co wcześniej rejsy parostatkiem do Młocin.
W 1896 roku trakcję konną zastąpiły niemieckie lokomotywy parowe, a linię wydłużono do Konstancina i Piaseczna. Kolejka przetrwała zniszczenia z 1915 roku, kiedy ewakuujące się wojska rosyjskie spaliły to, czego nie zdołały wywieźć, i z 1944 roku, gdy torowisko dewastowały wycofujące się oddziały niemieckie. Po wojnie jeździła jeszcze przez ćwierć wieku – najpierw do Iwicznej, potem, od 1957 roku, tylko do Wilanowa. W 1971 roku, w miarę rozbudowy miasta, kolejkę zlikwidowano ostatecznie.
„Wskakiwaliśmy w trakcie jazdy i wyskakiwaliśmy”
Dla przedwojennych dzieci z Sadyby wąskotorówka była nie tylko środkiem transportu, ale i placem zabaw. Maria Mostowska, dziś 104-letnia mieszkanka dzielnicy, wspomina wagoniki z rozsuwanymi na boki drzwiami i schodkami, na których jeżdżący siadali i machali nogami. – Wskakiwaliśmy w trakcie jazdy i wyskakiwaliśmy – taka była zabawa – opowiada. Kolejka była dla dzieci częścią codziennego krajobrazu Sadyby – na tyle bliską, że jej wagoniki stawały się miejscem zabaw i przygód.
Dla dorosłych mieszkańców była przede wszystkim praktycznym środkiem komunikacji. Janusz Bronowicz, mieszkaniec Sadyby, zapamiętał szczególnie jej stałych pasażerów. – „Żelazną klientelą ciuchci były lato-zima baby wiejskie z Powsina, wiozące do miasta swoje bańki z mlekiem «prosto od krowy»” – wspominał. Ten obraz pokazuje kolejkę od zupełnie innej strony: jako codzienne połączenie Sadyby i podwarszawskich wsi z miastem, wykorzystywane nie tylko przez mieszkańców, ale także przez osoby przywożące do Warszawy mleko.
Jej obecność była przy tym nieustannie słyszalna. Jeremi Przybora, który mieszkał tuż przy torach, wspominał, że odgłos „ciuchci” nie był dokuczliwy. Kolejka jeździła powoli i głośno gwizdała, a jej przejazdy były stałym elementem życia okolicy. Dla jednych była więc środkiem codziennego transportu, dla innych – dziecięcą atrakcją, a dla wszystkich jednym z charakterystycznych elementów przedwojennego krajobrazu Sadyby.
Lokomotywa, która niszczeje na widoku wszystkich
Trzeci ze śladów po kolejce, stojąca na rogu Okrężnej i Powsińskiej rzeźba lokomotywy, od dawna jest nieformalnym symbolem Sadyby – mieszkańcy robią sobie przy niej zdjęcia, umawiają się na spotkania, a dzieci wspinają się na jej pokład. To nie zabytek ani kopia oryginalnego parowozu, lecz artystyczna instalacja ze złomu, którą w 2005 roku stworzył rzeźbiarz Jarosław Urbański na zlecenie firmy Sawa Apartments, budującej wówczas na Sadybie apartamentowiec przy placu Rembowskiego. Do budowy posłużyły między innymi części po amerykańskiej lokomotywie USATC S160, znanej w Polsce jako TR 201, oraz rama od ciężarówki.
W 2009 roku, przy okazji remontu Okrężnej, rzeźbę przeniosła w obecne miejsce dzielnica Mokotów. Sam autor rzeźby alarmował już kilka lat temu, że lokomotywa wymaga pilnej konserwacji – powinna być czyszczona z rdzy i zabezpieczana co pięć do dziesięciu lat, a od ostatniego takiego zabiegu minęło znacznie więcej czasu. Bez odnowienia na powierzchni pojawią się dziury, które trzeba będzie spawać. Problem w tym, że nikt nie potrafi jednoznacznie wskazać właściciela rzeźby – ani lokalne Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Miasto Ogród Sadyba, ani dzielnica Mokotów nie mają dokumentów potwierdzających przekazanie im obiektu, a firma Sawa Apartments na pytania w tej sprawie nie odpowiedziała. Bez ustalenia tej kwestii trudno liczyć na szybki remont.
Sobotnie otwarcie Stacji Wilanów przywraca więc do życia jeden z trzech tropów, które prowadzą do historii kolejki wilanowskiej. Pozostałe dwa – dworzec w Klarysewie (obecnie wykorzystywany jako poczta) i sadybiańska lokomotywa – wciąż czekają na swój dobry moment chwały i docenienia.