Tydzień temu pisaliśmy o tym, jak ekipy konserwacyjne działające na zlecenie ZDM wywierciły otwory w palnikach 29 latarni typu Agrykola na starej Sadybie i zastąpiły stylizowane kolumienki LED, imitujące siatki Auera, zwykłymi żarówkami biurowymi. Dotknęło to latarni na Truskawieckiej, Cyganeczki, Fucika, Cześnika i Zelwerowicza — ulicach należących do wpisanego do rejestru zabytków zespołu urbanistycznego „Miasto-Ogród Sadyba”.
Dla Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasto Ogród Sadyba sprawa od początku była czymś więcej niż techniczną usterką. W jego ocenie, bez uzasadnionej — a jak twierdzi Towarzystwo, wręcz z nieprawdziwej — przyczyny zniszczono element, który przez lata decydował o wyjątkowym charakterze Sadyby i za który dzielnica dostawała nagrody. To oburzenie Towarzystwo przelało w formalny wniosek do prezydenta Rafała Trzaskowskiego o przeprowadzenie kontroli w ZDM.
Zapytaliśmy ZDM, dlaczego doszło do przebudowy opraw i czy urząd zamierza cokolwiek naprawić, a Urząd Dzielnicy Mokotów - o to, kto właściwie odpowiada za konserwację i koszty całej operacji.
Towarzystwo złożyło wniosek o kontrolę
Zanim ZDM zdążył odpowiedzieć na pytania portalu Sadyba24, Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Miasto Ogród Sadyba złożyło 29 czerwca formalny wniosek do prezydenta Rafała Trzaskowskiego o przeprowadzenie kontroli w Zarządzie Dróg Miejskich. W piśmie prezes Towarzystwa Jerzy Piasecki przypomina, że w 2013 roku Urząd Dzielnicy Mokotów otrzymał I nagrodę w konkursie na „Najlepszą inwestycję oświetleniową”, a jury doceniło wówczas właśnie modernizację oświetlenia z uwzględnieniem historycznego charakteru Sadyby i dobór latarni Agrykola uzgodniony ze Stołecznym Konserwatorem Zabytków. Zdaniem Towarzystwa dzisiejsza dewastacja tych samych opraw jest działaniem na szkodę wizerunku i mienia miasta.
Najpoważniejszy zarzut dotyczy jednak nie samej wymiany opraw, lecz tego, jak ZDM ją tłumaczył. Jak pisze Piasecki, w piśmie z 20 lutego 2024 roku ZDM twierdził, że oryginalne halogeny nie są dostępne na rynku, a dopiero w piśmie z 11 maja 2026 roku przyznał, że komponenty te jednak są dostępne. Towarzystwo ocenia to jako „poświadczenie nieprawdy”, które miało uzasadnić montaż tańszych zamienników LED kosztem zniszczenia nagrodzonej infrastruktury.
We wniosku pojawia się też zarzut wobec Stołecznego Konserwatora Zabytków — Towarzystwo twierdzi, że SKZ wiedział o sprawie od marca 2025 roku, ale nie odpowiedział na żaden z kierowanych do niego wniosków, w tym na formalne wezwanie z 11 marca 2026 roku i ponaglenie z 9 maja 2026 roku.
Nowy dokument, nowy dowód
2 lipca Towarzystwo skierowało kolejne pismo — tym razem do zastępcy prezydenta Warszawy Tomasza Menciny, jako uzupełnienie wcześniejszego wniosku o kontrolę. Wynika z niego, że twierdzenia ZDM o braku części zamiennych do latarni Agrykola 1856 nie tylko okazały się nieaktualne w maju 2026 roku, ale były nieprawdziwe od samego początku. Towarzystwo powołuje się na dokumentację od producenta latarni, z której wynika, że odpowiednie części są dostępne na rynku nieprzerwanie od 2011 roku — a więc były dostępne także w lutym 2024 roku, gdy ZDM po raz pierwszy tłumaczył się ich brakiem.
W piśmie do wiceprezydenta Menciny Towarzystwo formułuje wniosek wprost: ZDM miał wprowadzić w błąd zarówno samą organizację, jak i organy nadzorcze, by pod pretekstem niemożności naprawy uzasadnić demontaż zabytkowego oświetlenia. To właśnie na tle tych zarzutów odpowiedzi, jakich udzielił nam rzecznik ZDM, warto czytać ze szczególną uwagą.
ZDM: to nie nasza sprawa. ZDM: dobrze, nasza sprawa
Warto przypomnieć, jak wyglądało ostatnie oficjalne stanowisko ZDM przed naszą publikacją. W maju zastępca dyrektora ZDM Mikołaj Pieńkos napisał do Towarzystwa, że za wymianę opraw i pokrycie związanych z tym kosztów odpowiada zarządca drogi, czyli Urząd Dzielnicy Mokotów, nie ZDM. ("Działania polegające na wymianie opraw oświetleniowych oraz pokrycie kosztów z tym związanych, należą do zarządcy drogi, którym w tym przypadku jest Urząd Dzielnicy Mokotów m. st. Warszawy" – czytamy w piśmie.)
Miesiąc później, odpowiadając na pytania Sadyba24 o to, kto podjął decyzję o wymianie opraw i dlaczego, rzecznik ZDM Maciej Dziubiński mówi już inaczej:
„Konserwator, aby zapewnić ciągłość świecenia, zdecydował się na tego typu pośrednie rozwiązanie. Oprawy, które wiszą w tym miejscu są nietypowe i nie da się ich po prostu naprawić. Należy wymienić je na całkowicie nowe. Na domiar złego do niedawna były dostępne tylko za granicą — mówiąc delikatnie — w nieprzystępnych cenach”.
Nie ma tu już mowy o dzielnicy jako adresacie skarg. ZDM mówi o „konserwatorze”, którego sam zatrudnia, i bierze sprawę na siebie — łącznie z zapowiedzią naprawy. Znika też argument o braku dostępności części, który Towarzystwo w pismach do prezydenta i wiceprezydenta wprost nazywa nieprawdziwym.
Nowe oprawy w drodze, ale jakie dokładnie?
Zapytany, co dalej z latarniami, Maciej Dziubiński zapewnia, że urząd znalazł już rozwiązanie systemowe:
„Udało nam się znaleźć polskiego producenta, o którego już zamówiliśmy tego typu oprawy. W tym momencie czekamy na dostawę. Trzeba tu zaznaczyć, że nie tylko na Sadybie mierzyliśmy się z tym problemem, ale też np. w Al. Ujazdowskich. Podsumowując — udało się wypracować systemowe rozwiązanie i wszystkie oprawy stylizowane będą teraz (w miarę potrzeb) wymieniane na nowe”.
Zapytaliśmy więc wprost: czy zamówione oprawy to wierne kopie tych sprzed ingerencji, czy jakaś zmodyfikowana wersja? Odpowiedź częściowo rozwiewa wątpliwości, częściowo je mnoży:
„Modyfikacja polega na tym, że oprawy będą szczelne i komponenty wewnątrz nie będą narażone na wilgoć, tak jak dzieje się teraz. Nowe oprawy będą replikami opraw gazowych”.
Innymi słowy: wygląd ma zostać zachowany, zmieni się jednak konstrukcja od środka. Pytanie, czy ta zmiana w ogóle wymaga zgody konserwatora zabytków — i czy taką zgodę już uzyskano — pozostaje otwarte.
Konserwator wie
Jedno z pytań, które najbardziej interesowało Towarzystwo od miesięcy, brzmiało: czy przed wywierceniem otworów w zabytkowych palnikach ZDM w ogóle wystąpił o zgodę do Stołecznego Konserwatora Zabytków. Zapytany o to samo wprost, rzecznik ZDM odpowiada krótko:
„Jesteśmy w kontakcie z konserwatorem zabytków, który wie o naszych planach”.
To sformułowanie jest jednak dalekie od jednoznacznego potwierdzenia, że konserwator zaakceptował — czy choćby oficjalnie zaopiniował — modyfikację historycznych opraw na Sadybie. Wiedzieć o planach to nie to samo, co wydać na nie zgodę. Dopóki SKZ milczy publicznie, trudno zweryfikować, na jakim etapie faktycznie znajduje się ta rozmowa i czy odbywa się w formie, jaką przewiduje prawo ochrony zabytków.
Awaria nie tylko na Sadybie
Ciekawym wątkiem w odpowiedzi ZDM jest przyznanie, że identyczny problem dotyczył nie tylko starej Sadyby, ale też Alej Ujazdowskich — jednej z najbardziej reprezentacyjnych ulic stolicy. Pytanie, które pozostaje otwarte, dotyczy jednak przyczyny całej sytuacji. Czy do wiercenia w palnikach dochodziło dlatego, że przez lata rzeczywiście brakowało zamienników — czy dlatego, że były one po prostu droższe niż zwykła żarówka biurowa, a nikt nie chciał za nie zapłacić? Zapytany wprost o to, czy zmiany wynikały z braku zamienników na rynku, czy z oszczędności, Rzecznik ZDM nie wskazuje żadnego nowego powodu — odsyła jedynie do swojej wcześniejszej odpowiedzi o „konieczności zapewnienia ciągłości świecenia”.
Dzielnica: to nie my
Skoro ZDM w maju wskazywał na Urząd Dzielnicy Mokotów jako odpowiedzialnego za konserwację i koszty wymiany opraw, zapytaliśmy urząd dzielnicy wprost: kto właściwie odpowiada za działania polegające na wymianie opraw oświetleniowych w stylizowanych latarniach na terenie Miasta Ogrodu Sadyba oraz za pokrycie związanych z tym kosztów — zarządca drogi, którym w tym przypadku jest Urząd Dzielnicy, czy ZDM?
Odpowiedź rzecznika Urzędu Dzielnicy Mokotów Tomasza Kellera jest krótka i nie pozostawia wątpliwości:
„Wymiana opraw oświetleniowych w stylizowanych latarniach na Sadybie jest zadaniem realizowanym przez ZDM jako jednostkę zajmującą się eksploatacją i utrzymaniem oświetlenia na drogach gminnych i powiatowych. Urząd Dzielnicy w tym nie uczestniczy”.
To zdanie wprost przeczy temu, co ZDM pisał w maju i ostatecznie wyjaśnia sprawę odpowiedzialności. Dzielnica nie uczestniczy ani w decyzjach, ani — jak deklaruje jej rzecznik — w kosztach. Cała odpowiedzialność, a wraz z nią cały ciężar wyjaśnień wobec mieszkańców, spoczywa więc wyłącznie na ZDM, który jeszcze niedawno twierdził coś dokładnie odwrotnego.
Co dalej z latarniami
Na razie 29 opraw na starej Sadybie wciąż świeci zimnym, biurowym światłem, dalekim od nostalgicznego klimatu, jaki miały odtwarzać. ZDM deklaruje, że czeka na dostawę nowych, szczelnych replik od polskiego producenta — ale nie podaje żadnego terminu. Nie wiadomo też, czy wymiana obejmie wszystkie 29 zdewastowanych opraw, czy tylko część z nich. Jasne jest już za to, kto za całość odpowiada.
Nad całą sprawą wciąż wisi jednak złożony przez Towarzystwo wniosek o kontrolę w ZDM i zarzut poświadczenia nieprawdy. Do czasu, aż kontrola się odbędzie, a konserwator zabytków przerwie milczenie, spór o latarnie na starej Sadybie pozostaje otwarty.
Latarnie w pytaniach i odpowiedziach
Kto odpowiada za dokonaną ingerencję i zniszczenie opraw? Za zlecenie prac odpowiada Zarząd Dróg Miejskich — to na jego zlecenie ekipy konserwacyjne wywierciły otwory w palnikach i wymieniły oprawy. Urząd Dzielnicy Mokotów, choć formalnie jest zarządcą części dróg, wprost zaprzeczył, by uczestniczył w decyzji lub ponosił za nią koszty.
Czy odpowiedzialny podmiot dostał pozwolenie od konserwatora na dokonane zmiany? Nic na to nie wskazuje — wnioski Towarzystwa do Stołecznego Konserwatora Zabytków z marca i maja 2026 roku pozostały bez odpowiedzi, a sam SKZ nie potwierdził żadnej zgody. ZDM mówi jedynie, że „jest w kontakcie” z konserwatorem, co nie jest równoznaczne z uzyskaniem formalnego pozwolenia na ingerencję w zabytek.
Jaka była przyczyna ingerencji? Według ZDM chodziło o konieczność zapewnienia ciągłości świecenia, ponieważ oryginalnych, nietypowych opraw nie dało się naprawić, a zamienniki miały być dostępne wyłącznie za granicą w wysokich cenach. Towarzystwo kwestionuje tę wersję, wskazując na dokumentację producenta, według której odpowiednie części były dostępne na rynku nieprzerwanie od 2011 roku.
Czy przyczyny ingerencji ustały? Częściowo tak — ZDM twierdzi, że znalazł polskiego producenta i zamówił już nowe, docelowe oprawy, więc bariera dostępności komponentów ma być rozwiązana. Wciąż nierozstrzygnięta pozostaje jednak sporna kwestia, czy przyczyną w ogóle był brak części, czy — jak sugeruje Towarzystwo — względy kosztowe.
Co urząd zamierza zrobić, by przywrócić stylizowane oprawy i ciepłe światło? ZDM deklaruje, że zamówione u polskiego producenta repliki historycznych opraw gazowych — tym razem szczelne i odporne na wilgoć — trafią na Sadybę po dostawie, choć urząd nie podał konkretnego terminu. Nie wiadomo też, czy wymianą zostanie objętych wszystkich 29 zdewastowanych opraw, czy tylko ich część.