Latarnie typu Agrykola to jeden z charakterystycznych elementów krajobrazu starej Sadyby — osiedla wpisanego do rejestru zabytków jako zespół urbanistyczny „Miasto–Ogród Sadyba”. Ich styl nawiązuje do historycznego modelu oświetlenia gazowego z 1856 roku: bryła oprawy i wewnętrzne kolumienki imitujące siatki Auera tworzą razem spójny, nostalgiczny efekt ciepłego, żóltego światla. To nie jest przypadkowy detal — to patent na historyczny klimat. Patent, który zaordynował przed laty sam stołeczny konserwator zabytków, określając w szczegółach, jak mają wyglądać nowe latarnie elektryczne na terenie starej Sadyby.
Wiercenie w stylizowanych palnikach
Problem zaczął się, gdy ekipy konserwacyjne działające na zlecenie Zarządu Dróg Miejskich (nadzorującego latarnie na drogach gminnych) przystąpiły do wymiany źródeł światła. Zamiast wymienić dedykowane kolumienki z diodami LED imitujące palniki gazowe na nowe — tego samego typu, dostępne u producenta — zdecydowano się na rozwiązanie prostsze i tańsze. Technicy wywiercili otwory w palnikach i zamontowali zwykłe biurowe żarówki LED. W ten sposób zniszczono strukturę 29 opraw na pięciu ulicach: Truskawieckiej (16 z 22 latarni), Cyganeczki (6 z 7), Fucika (4 z 7), Cześnika (2 z 5) i Zelwerowicza (1 z 3).
Społecznicy z Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasto Ogród Sadyba zaalarmowali dyrektora ZDM Łukasza Puchalskiego, informując go, że dokonano „nieuprawnionej mechanicznej ingerencji” w historyczne latarnie. Napisali, że zniszczone palniki, usunięte kolumienki i zamontowane zamienniki spowodowały, że efekt historycznego oświetlenia zniknął bezpowrotnie (o różnicy między starym i nowym rozwiązaniem piszemy na końcu artykułu).
ZDM: nie ma takich żarówek. Towarzystwo: są, oto adres producenta
Sprawa nie jest nowa. Towarzystwo sygnalizowało problem już w styczniu 2024 roku — zarówno ZDM-owi, jak i Biuru Stołecznego Konserwatora Zabytków. Przez ponad dwa lata odpowiedzi były lakoniczne, albo nie było ich wcale.
W lutym 2024 roku ZDM odniósł się do sprawy oficjalnie. Zastępczyni dyrektora, Karolina Gałecka przekonywała, że latarnie zostały „wykonane w technologii metalohalogenowej i obecnie wymienne źródła do tego typu oświetlenia nie są już dostępne”. Dodała, że chcąc zapewnić jakiekolwiek oświetlenie na ulicach, konserwatorzy dostosowali oprawy pod źródła LED. Innymi słowy: wiercenie było konieczne.
Towarzystwo odpowiedziało z dokumentacją w ręku: dedykowane kolumienki LED imitujące palniki gazowe są stale dostępne u producenta opraw. Nie ma żadnej konieczności mechanicznej ingerencji w strukturę — wystarczy zamówić właściwe części i wymienić. To nie jest brak rynkowy. To jest brak rozeznania — albo chęci.
W marcu 2026 roku Jerzy Piasecki, prezes Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Miasto Ogród Sadyba wystosował formalne pismo interwencyjne, proponując ZDM konkretny plan naprawczy: wspólny audyt techniczny z udziałem Towarzystwa, zakup i montaż dedykowanych kolumienek LED oraz zmianę wytycznych dla firm konserwacyjnych — tak by zakazywały jakiejkolwiek ingerencji w strukturę opraw.
ZDM: części jednak są
W maju tego roku ZDM odpowiedział, że… nie będzie się tym tematem zajmował. Zastępca Dyrektora Mikołaj Pieńkos poinformował, że „konstrukcja istniejących opraw oraz stopień ich zużycia uniemożliwiają wymianę pojedynczych elementów". Odpowiedzialnością za sytuację obarczył dzielnicę. - Działania polegające na wymianie opraw oświetleniowych oraz pokrycie kosztów z tym związanych, należą do zarządcy drogi, którym w tym przypadku jest Urząd Dzielnicy Mokotów m. st. Warszawy – czytamy w piśmie.
Ale jest jeszcze jeden akapit tego pisma, który warto przeczytać uważnie. ZDM przyznał w nim, że wskazane komponenty — te same kolumienki, których rzekomy brak stał się uzasadnieniem dla wiercenia — „są obecnie dostępne na rynku". W lutym 2024 roku urząd twierdził coś dokładnie odwrotnego. Teraz wyjaśnił, że tamte informacje były „aktualne na moment sporządzenia" pisma. Innymi słowy: w 2024 roku ZDM nie wiedział, że części istnieją. Wywiercił otwory i poszedł dalej.
W całej sprawie zastanawiająca jest cisza Stołecznego Konserwatora Zabytków, który ma za zadanie czuwać nad utrzymaniem zabytkowego charakteru starej Sadyby. Po nieformalnych rozmowach z urzędem, formalne prośby o interwencję trafiły do niego najpierw w marcu, a potem w maju tego roku. Jak zapewnia nas Jerzy Piasecki, do dziś żadna oficjalna odpowiedź od konserwatora nie nadeszła.
Wniosek o kontrolę do Trzaskowskiego
Kika dni temu, w poniedziałek, 29 czerwca Towarzystwo postanowiło pójść wyżej. Jerzy Piasecki złożył wniosek bezpośrednio do prezydenta Rafała Trzaskowskiego, domagając się przeprowadzenia kontroli w ZDM i wyjaśnienia bezczynności Stołecznego Konserwatora Zabytków.
Wniosek stawia sprawę ostro: przebudowa 29 opraw bez zgody konserwatora to zdaniem Towarzystwa działanie na szkodę zabytku i niszczenie mienia publicznego. Osobno wytknięto SKZ rażące naruszenie terminów z kodeksu postępowania administracyjnego — urząd powołany do ochrony zabytków nie odpowiedział na żadne pismo, choć znał sprawę od co najmniej marca 2025 roku. Towarzystwo wnosi o przywrócenie oświetlenia do stanu pierwotnego i wyciągnięcie konsekwencji wobec winnych.
Co dalej z Agrykolą?
Na razie 29 latarni świeci nie tak jak powinno. Jaśniej i zimniej, niż latarnie gazowe (i imitujące je diody LED). Towarzystwo nie składa broni — śle kolejne pisma. Jerzy Piasecki przyznaje jednak, że mechanizm jest frustrujący: - Żeby przywrócić stan sprzed ingerencji, potrzebujemy decyzji urzędu, który właśnie zdecydował, że nie zamierza się tym zajmować. I musimy drążyć w nowym miejscu, u decydenta, którego wskazał ZDM, czyli w urzędzie dzielnicy Mokotów.
Przedstawiciel mieszkańców starej Sadyby zwraca uwagę, że sytuacja z latarniami to klasyczny urbanistyczny paradoks: - Miasto przez lata inwestuje w historyczny charakter dzielnicy, dostaje za to nagrody (Dzielnica Mokotów zdobyła pierwsze miejsce w konkursie na „Najlepiej oświetloną gminę i miasto 2013 roku” między innymi właśnie za staranny dobór latarni Agrykola na Sadybie — przyp. red.), a następnie zleca konserwację w sposób, który ten charakter niszczy. Przy tej okazji niszczone jest mienie publiczne, a mechanizm kontroli miasta nie działa – dodaje.
O komentarz w sprawie poprosiliśmy Zarząd Dróg Miejskich i Urząd Dzielnicy Mokotów. Do czasu publikacji, nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
***
O co ten szum? Czym różnią się dedykowane kolumienki z diodami LED imitujące palniki gazowe (siatki Auera) od biurowych żarówek LED?
Najprościej rzecz ujmując, obie rzeczy dają światło, ale są projektowane do zupełnie innych zadań. Można to porównać do latarki i lampki biurkowej – obie świecą, lecz każda robi to w zupełnie innym celu i w inny sposób.
Dedykowane kolumienki LED imitujące siatki Auera są zaprojektowane tak, aby wyglądały jak dawny płomień gazowy z rozżarzoną siatką Auera. Świecą bardzo ciepłym, przyjemnym światłem, zwykle w zakresie około 1800–2200 K, a diody są w nich często ułożone pionowo lub dookoła, dzięki czemu światło rozchodzi się równomiernie we wszystkich kierunkach. Niektóre modele potrafią delikatnie migotać lub imitować pulsowanie płomienia, co sprawia, że wyglądają estetycznie nawet wtedy, gdy sama żarówka jest widoczna. To rozwiązanie przeznaczone jest głównie do stylowych latarni, kinkietów i lamp zabytkowych.
Zwykła biurowa żarówka LED ma natomiast zupełnie inny cel – przede wszystkim jak najefektywniejsze oświetlenie pomieszczenia. Charakteryzuje się wyższą temperaturą barwową, najczęściej w przedziale 3000–6500 K, świeci mocniej i bardziej jednolicie, a jej wygląd nie przypomina ani płomienia, ani siatki Auera. W tym przypadku wygląd samej żarówki nie ma większego znaczenia – liczy się przede wszystkim ilość emitowanego światła.
Co się stanie po zamianie jednego rozwiązania na drugie? Jeśli do zabytkowej latarni wkręcimy zwykłą żarówkę LED, zyskamy jasne i energooszczędne oświetlenie, a koszty eksploatacji będą niższe. Stracimy jednak charakterystyczny efekt przypominający dawny palnik gazowy, a samo światło może wydawać się zbyt białe lub "techniczne". Jeśli dodatkowo źródło światła jest widoczne, cała lampa może stracić swój historyczny charakter, który stanowił o jej wyjątkowości.