Działalność radnych dzielnicy jest z natury mało medialna. Posiedzenia komisji, głosowania, kontakt z mieszkańcami — większość z tego dzieje się poza publiczną widocznością. Interpelacje to jeden z niewielu instrumentów pracy radnego, który jest rejestrowany, dostępny publicznie i porównywalny między osobami. To pisemne pytania lub wnioski kierowane do zarządu dzielnicy w sprawach konkretnych mieszkańców, ulic, inwestycji czy decyzji administracyjnych. Postanowiliśmy przejrzeć się, ile takich interpelacji złożył każdy z 35 radnych Mokotowa od momentu zaprzysiężenia 7 maja 2024 roku do 3 maja 2026 roku.
Trzy kluby, trzy różne prędkości
Wyniki są wyraźne. Pięcioro radnych Miasta Jest Nasze złożyło łącznie 305 interpelacji — średnio około 61 na osobę. Pięcioro radnych PiS: 81 interpelacji, średnio około 16 na osobę. Piętnaścioro radnych Koalicji Obywatelskiej: 102 interpelacje, średnio około 7 na osobę.
Na poziomie indywidualnych radnych też zdecydowanie wyróżnia się klub Miasto Jest Nasze. Bezwzględnym liderem wśród 35 radnych dzielnicy Mokotów jest Jacek Grzeszak, przewodniczący klubu MJN — 114 interpelacji w dwa lata. Tuż za nim plasują się Dominika Jankowska (72) i reprezentująca Sadybę Zofia Jaworowska (59) z tego samego klubu. Każdy z pięciorga radnych MJN złożył więcej wniosków niż którykolwiek aktywny radny opozycyjnego PiS. A w KO poza kilkoma wyjątkami dominuje cisza: pięcioro z piętnastu radnych tego klubu nie złożyło ani jednej interpelacji.
Czy posiadanie większości osłabia aktywność radnych KO? A może interpelacje to niewłaściwa miara?
Częsty argument ze strony radnych partii rządzącej — w tym przypadku KO — jest taki, że sprawy mieszkańców można załatwiać bez papierologii, w bezpośrednim kontakcie z urzędnikami. Kiedy ma się dostęp do zarządu dzielnicy, po co pisać formalne wnioski?
Argument nie jest pozbawiony sensu. Teorię tę podważa jednak przykład Moniki Czerniewskiej. Ta wpływowa radna KO, przewodnicząca komisji ładu przestrzennego, działała w radzie dzielnicy Mokotów od 1994 roku i miała oczywisty dostęp do „kuluarów”. W poprzedniej kadencji złożyła 146 interpelacji, w trwającej — przed swoją śmiercią w styczniu 2026 — zdążyła złożyć 48. Trudno wyjaśnić, dlaczego radna, która mogła wiele „załatwić bezpośrednio", mimo to regularnie sięgała po formalne narzędzie interpelacji.
Podobne przykłady, które przeczą tezie jakoby „większość rządząca nie musiała składać interpelacji", widać również na poziomie Rady Warszawy. Radny KO, Piotr Wertenstein-Żuławski złożył w ostatnich 2 latach 131 interpelacji, Agnieszka Borowska 82, a Sławomir Potapowicz — członek prezydium klubu KO w Radzie Warszawy — 77. Nie są to radni opozycji zmuszeni walczyć o uwagę. Są w tej samej koalicji co ich mniej aktywni koledzy z Mokotowa. Pokazuje to, że duża liczba interpelacji nie musi być przejawem frustracji opozycji i jedynym sposobem na wykazanie się aktywnością. Wydaje się być raczej przejawem indywidualnego podejścia do pracy radnego.
A co z PiS?
Sytuacja opozycji jest nieco inna. PiS jako klub opozycyjny nie ma bezpośredniego dostępu do zarządu dzielnicy kontrolowanego przez KO, więc interpelacje to naturalne narzędzie nacisku. A jednak i tu widać wyraźne osłabienie aktywności w stosunku do poprzedniej kadencji. Witold Wasilewski, który był lokomotywą tego klubu — w poprzednich czterech latach złożył 128 interpelacji — w obecnej kadencji, przez dwa lata, ma ich tylko 26. Na podobnym poziomie aktywności co obecnie Wasilewski znajdują się pozostali radni PiS – mają od 16 do 21 interpelacji. To podobnie jak w poprzednich kadencjach, ale niewiele w obecnej kadencji, jeśli spojrzeć na to, co robi drugi opozycyjny klub – MJN (ponad 60 interpelacji). Stabilna od lat aktywność PiS staje się w tej sytuacji jedynie tłem dla hiper-aktywności MJN.
Dwa lata to połowa drogi
Kadencja trwa do 2029 roku. Trzy lata to czas wystarczający na zmianę trendów — w każdą stronę. Radni, którzy dziś mają zero lub kilka interpelacji, mogą w nadchodzących miesiącach stać się bardziej widoczni. Aktywni mogą wyhamować. Historia pokazuje jednak, że wzorce aktywności są dość trwałe: radni, którzy składali wnioski w poprzedniej kadencji, robią to i teraz — i odwrotnie.
Na dziś obraz jest klarowny: w Radzie Mokotowa pięcioro lokalnych aktywistów ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze pracuje wyraźnie intensywniej niż pozostałe trzydzieści osób razem wzięte.